Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 października 2013

Czekolada na mleku z Cointreau



Pijana czekolada w lżejszej kalorycznie wersji - bez śmietanki. Idealna na chłodny wieczór, spędzany z ulubioną książką pod kocykiem :-)

Co będzie potrzebne?
(na dwie porcje po 250 ml każda)

  • 200 g czekolady deserowej (u mnie Wedel)
  • 2 szklanki mleka 3,2%
  • 1 łyżka cukru waniliowego (najlepiej domowej roboty)
  • 4 łyżki likieru Cointreau
+ garnuszek, szpatułka do mieszania, filiżanki


Jak to zrobić?

Mleko wlewamy do garnuszka, czekoladę łamiemy w kostki i wrzucamy do mleka, dosypujemy cukier.

Całość podgrzewamy na średnim ogniu do roztopienia, cały czas mieszając (BARDZO WAŻNE!!! Nie wolno dopuścić do tego, by czekolada przywarła do dna garnka).

Gdy uzyskamy jedwabistą konsystencję (gotowanie zajmie ok. 5 minut), zdejmujemy czekoladę z ognia i dolewamy likier. Mieszamy. Przelewamy do filiżanek i pijemy ze smakiem :-)

Smacznego!

PS: U góry mój pierwszy gif ;-)






wtorek, 6 listopada 2012

Rogate cupcakes kakaowe z burbonem


Zanim zamieszczę przepis na sos grzybowy, uraczę Was recepturą na spektakularne babeczki wypełnione kremem budyniowym na bazie mleka i burbonu, zwieńczone bezą przypiekaną palnikiem do crème brûlée, smakującą niczym znane wszystkim milusińskim ciepłe lody (jeden z ulubionych smaków mojego dzieciństwa ;D).

Stanowczo jest to deser dla ludzi, którzy lubią specyficzny smak whisky oraz zniewalającą słodycz bezy. Jako że sama niekoniecznie należę do pierwszej z grup, następnym razem zamienię burbon na amaretto - będzie pasować idealnie :-)

Przepis na bezę szwajcarską (i pomysł na rogatą bezę) ściągnęłam od PrettyBaked.


Co będzie potrzebne?
(ok. 20 babeczek)

Babeczki:
  • 200 g mąki pszennej
  • 160 g cukru pudru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 40 g ciemnego kakao do wypieków
  • 2 duże jajka
  • 180 ml maślanki
  • 150 g masła (bardzo miękkiego)
  • 1 łyżeczka pasty waniliowej
+ mikser, miska, piekarnik, forma do muffinków, ewentualnie papilotki

Masa budyniowa:
  • 1 i 1/4 szklanki mleka 3,2% (+ ew. 1/4 szklanki, jeśli masa okaże się za gęsta)
  • 1 łyżeczka pasty waniliowej
  • 50 g cukru
  • 40 g mąki ziemniaczanej
  • 2 jajka
  • 1/4 szklanki burbonu (albo innego ulubionego smakowego alkoholu: Amaretto, Cointreau)
  • 30 g masła
+ garnuszek

Beza szwajcarska:
  • 4 białka (ok. 140 g)
  • 200 g cukru
  • 1 łyżeczka pasty waniliowej
+ miska i garnek do kąpieli wodnej, mikser, palnik do crème brûlée

Jak to zrobić?

Babeczki:

Składniki muszą być w temperaturze pokojowej!

Wszystkie ingrediencje wsypujemy tudzież wlewamy do dzieży robota kuchennego (miksera) albo malaksera. Mieszamy do momentu połączenia (niezbyt długo, jednakże pozbywając się grudek).

Powstałą masę rozlewamy do papilotek i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni (termoobieg) do tzw. "suchego patyczka" - ok. 15-20 minut (jak zwykle trzeba wyczuć piekarnik). Uważamy, żeby nie przesuszyć ciasta!

Wyjmujemy na kratkę i studzimy. Wydrążamy łyżeczką spore kratery (ciasto, które pozostanie nam po tym procederze możemy wykorzystać do zrobienia cake popsów), nadziewamy ostudzonym kremem budyniowym. 

Masa budyniowa:

Mleko i pastę waniliową doprowadzamy w garnuszku do wrzenia.

W międzyczasie w osobnej miseczce mieszamy rózgą resztę składników (wszystkie OPRÓCZ masła), odstawiamy na bok.

1/3 doprowadzonego do wrzenia mleka wlewamy powoli do reszty połączonych składników, cały czas je mieszając (przydaje się tutaj druga para rąk). Dokładnie wymieszaną masę wlewamy do gotującego się mleka, doprowadzamy do wrzenia i cały czas mieszając gotujemy jeszcze przez 2 minuty aż porządnie zgęstnieje. Odstawiamy, dodajemy masło i intensywnie mieszamy do jego rozpuszczenia. Przykrywamy folią tak, aby dotykała ona powierzchni masy (nie powstanie wtedy kożuch) i odstawiamy do wystygnięcia.

Nadziewamy babeczki.

Beza szwajcarska:

Białka i cukier umieszczamy w temperaturoodpornej misce, którą stawiamy na garnku z gotującą się wodą (dno miski nie może dotykać wody w garnku - zawartość ma się ogrzewać wyłącznie dzięki parze wodnej). Mieszamy rózgą dość intensywnie aż cukier całkowicie się rozpuści, a biała leciutko ubiją. Zestawiamy miskę z garnka i dalej ubijamy białka mikserem aż do momentu, w którym beza zrobi się biała, bardzo gęsta i lśniąca, a  jej temperatura spadnie do temperatury otoczenia.

Bezę nakładamy po wielkiej łyżce na każdą babeczkę, a następnie palcami albo wypukłą częścią łyżeczki "dziabdziamy" jej powierzchnię aż powstaną charakterystyczne rogi. Następnie palnikiem do crème brûlée opalamy bezę tak, aby jej powierzchnia była lekko chrupka, a wnętrze nadal miękkie.

Gotowe babeczki przechowujemy w lodówce, maksymalnie do 3 dni.

Smacznego! :-)





niedziela, 9 września 2012

Tarta czekoladowa z karmelizowanymi orzechami pecan


W ten weekend miało być jesiennie. Z zeszłego roku został mi jeszcze jeden wielki słój pasteryzowanego purre dyniowego i chciałam zrobić tartę dyniowo-czekoladową, ale... Ściągnęłam ostatni numer Sweet Paul Magazine (Fall, nr 10), zobaczyłam przepis na widoczne na zdjęciach ciasto i przepadałam :-) Niestety moja pomarańczowa przyjaciółka musi jeszcze trochę poczekać.

Ciasto w smaku jest dość wytrawne, dlatego karmelizowane słodko-słone pecany fajnie je kontrują. Tarta nie jest może najlepszym ciastem, jakie w życiu jadłam, ale na pewno jeszcze kiedyś ją zrobię. Co najważniejsze, smakowała mojemu Ukochanemu, który - jak już na blogu kilka razy było wspomniane - nie lubi słodyczy.

Co będzie potrzebne?
(na formę prostokątną 29x20 cm)

Na ciasto:

  • 160 g masła (miękkiego)
  • 1/2 szklanki cukru pudru (+ 2 łyżki)
  • 2 żółtka
  • 1.5 szklanki mąki pszennej
  • 1/4 szklanki gorzkiego kakao
+ mikser, forma do tarty

Na ganache:

  • 3/4 szklanki śmietany kremówki (30% lub 36%)
  • 200 g czekolady gorzkiej lub deserowej (+ dodatkowe 3 kostki)
  • 150 g brązowego cukru (jasnego)
+ rondelek z grubym dnem

Karmelizowane orzechy:

  • 150 g orzechów pecan (mogą być też włoskie)
  • 150 g cukru
  • 1 łyżka wody
  • 1 łyżeczka soli morskiej
+ rondelek z grubym dnem


Jak to zrobić?

Ciasto:

Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C (termoobieg)

Masło ucieramy z cukrem pudrem aż stanie się puszyste i białe. Dodajemy żółtka i dokładnie ucieramy. Dosypujemy mąkę i kakao i wyrabiamy aż zacznie odchodzić od ścianek dzieży (miski).

Formę do tarty wylepiamy ciastem. Nakłuwamy widelcem i odstawiamy na godzinę.

Pieczemy na środkowej półce piekarnika aż stanie się chrupkie - ok. 15-20 minut. Wyjmujemy, studzimy na kratce.

Ganache:

Wszystkie składniki mieszamy i rozpuszczamy w garnuszku, na małym ogniu. Wylewamy na wystudzony spód.

Karmelizowane orzechy:

Cukier umieszczamy w rondelku, zalewamy go wodą i podgrzewamy na średnim ogniu aż stanie się płynny i złoto-brązowy (trwa to kilkanaście minut). Dosypujemy sól i wrzucamy pecany - mieszamy.

Wykładamy na papier do pieczenia i pozwalamy ostygnąć. Łamiemy i układamy na cieście.

Gotową tartę wkładamy do lodówki i chłodzimy przez 3 godziny.

Smacznego!






środa, 2 maja 2012

Świerszczowe ciasto (Grasshopper Pie)



Jak wspominałam w poprzedniej notce - kupiłam porządną formę do flanu. I jakaż byłaby ze mnie fanka Nigelli, gdybym od razu nie zaserwowała w niej lekko zielonego, smakującego miętą, piankowego ciasta-świerszcz? :-)

Uchachana byłam także faktem, że w końcu udało mi się znaleźć Marshmallowsy całe w kolorze bieli i nie musiałam kolejny raz kroić na pół tych dwukolorowych z różem. Czasami Kaufland pozytywnie mnie zaskakuje. Serio. Zmodyfikowałam też w tej kwestii przepis Nigelli i dodałam do nadzienia więcej pianek. Mam wrażenie, że Marshamllowsy Jojo mają mniej żelatyny niż te dostępne na Wyspach i niestety musimy używać ich więcej, by nadzienie było zadowalające ścisłe.

Wracając do samego ciasta - gościło na stole urodzinowym przyjaciół (w tym miejscu pozdrowienia dla Zwierzaka B. i Zwierzaka Ł.) i - choć obaj delikwenci nie lubią mięty (o czym, oczywiście, w szale przygotowywania ciasta zapomniałam) - całkiem je zachwalali. Nie wiem, czy to przez grzeczność, czy rzeczywiście im smakowało, ale skwaszonych min nie widziałam - zapewne więc, jak wnoszę, nie mogło być źle ;-)

Co do mnie, to w kwestii tego ciasta jestem po prostu nieobiektywna. KOCHAM KAŻDE kulinarne połączenie mięty z czekoladą. Takie już mam małe zboczenie.

W opozycji do tarty truskawkowo-czekoladowej, Grasshopper Pie jest kosmicznie niefotogeniczne - niestety. Nad czym bardzo ubolewam.

No ale do rzeczy.


Co będzie potrzebne?

Na spód o smaku czekoladowym:


  • 300 g markiz czekoladowych z czekoladowym nadzieniem (z braku laku używam jasnych Hitów z ciemnym nadzieniem)
  • 50 g gorzkiej czekolady (połamanej)
  • 50 g masła (miękkiego, w temperaturze pokojowej)


+ forma do flanu (śred. ok. 22 cm, wys. ok.7 cm), malakser (ewentualnie ciastka można włożyć do woreczka foliowego i rozkruszyć, uderzając wałkiem lub tłuczkiem do mięsa, a następnie wymieszać je z masłem i roztopioną w kąpieli wodnej czekoladą)

Na piankowe nadzienie:


  • 180 g białych pianek Marshmallows
  • 1/2 szklanki pełnego mleka 3,2%
  • 60 ml likieru miętowego (creme de menthe)
  • 60 ml likieru kakakowego białego (creme de cacao blanc - pomijam, w zamian za to dodaję więcej miętowego)
  • 375 ml śmietany kremówki 36%


+ rondelek do rozpuszczenia pianek w mleku, mikser

Jak to zrobić?

Spód o smaku czekoladowym:

Wszystkie składniki wsypać do malaksera. Rozdrobnić aż do uzyskania ziemistej konsystencji.

Formę do flanu wysmarować masłem i wyłożyć na nią ciasteczkową masę. Wcisnąć w brzegi. Wstawić do lodówki, aby się zestaliła.

Piankowe nadzienie:

Pianki Marshmallows wkładamy do rondelka i zalewamy mlekiem. Na najmniejszym palniku, na najmniejszym ogniu podgrzewamy je aż do rozpuszczenia i powstania piankowego mleczka. Nie można dopuścić do zawrzenia masy! Żelatyna utraci wtedy swe właściwości i nadzienie pozostanie płynne.

Piankowe mleczko przelewamy do innego naczynia, dolewamy likier, mieszamy, pozostawiamy do wystudzenia.

Śmietanę kremówkę ubijamy do momentu, aż zgęstnieje i będzie lekko opadała z łyżki (nie ubijamy na sztywno!!!). Do tak ubitej śmietany dodajemy wystudzone piankowe mleczko i mieszamy delikatnie łyżką aż do połączenia i powstania jednolitej masy.

Gotową masę wykładamy na schłodzony spód i wstawiamy do lodówki na całą noc (co najmniej 4-5 godzin). Możemy ozdobić startą czekoladą lub pokruszonym ciasteczkiem.

Przechowujemy w lodówce. Ciasto bardzo długo się trzyma - kiedyś jadłam je po 3 tygodniach od zrobienia i nadal było dobre ;-)

Smacznego!!!

czwartek, 16 lutego 2012

Ciasto "Ptasie Radio"



Z założenia mój Połówek i ja nie obchodzimy Walentynek. Św. W. wolę raczej postrzegać jako patrona ludzi psychicznie chorych (tak, tak, nie jest tylko opiekunem zakochanych), bo całe to różowe szaleństwo, zapchane kawiarnie, kina i restauracje, po prostu wychodzą mi bokiem. Za bardzo cenię sobie ciszę i spokój. Poza tym nie lubię amerykanizacji.

Zdaję sobie jednak sprawę, że normalni ludzie wykorzystują ten dzień jako okazję do zrobienia czegoś fajnego dla swojej drugiej połówki.

Wiem, że czternasty już za nami, ale jako że sama propaguję ideę bycia kochanym dla swoich Miłości i ludzi w ogólności każdego dnia, to myślę, że poniższy przepis zostanie przez Was wykorzystany wcześniej niż za rok. W końcu każdy dzień jest dobry, żeby zrobić coś miłego dla drugiej osoby. Nie trzeba czekać do lutego, naprawdę ;)

Poza tym sugestia od pasjonatki rodzimej kultury: polskie Święto Miłości obchodzimy w czerwcu, w Noc Kupały. Myślę, że letnie dni są o wiele korzystniejsze dla miłosnych uniesień niż zimne, ciemne, lutowe noce. Przynajmniej na spacer da się wyjść. I leśmianowy wiersz "W malinowym chruśniaku" jakoś wtedy bardziej przemawia do wyobraźni. Głównie przez to, że można go przenieść do rzeczywistości :]

Co do ciasta - jego nazwa wzięła się od nazwy poznańskiej kawiarni, w której jadłam podobny wypiek. Mój jednak nieco się od pierwowzoru różni, przede wszystkim wilgotnością ciasta. No i otoczką z bitej śmietany. W oryginale jest po prostu polewa czekoladowa.


Co będzie potrzebne?

NA 3 BLATY:
  • 300 g mąki
  • 250 g cukru pudru
  • 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3/4 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 60 g ciemnego kakao do wypieków (gorzkiego, bez dodatku cukru, wysokiej jakości)
  • 3 duże jajka
  • 225 ml kwaśnej śmietany 18%
  • 220 g masła (miękkiego)
  • 3 łyżeczki ekstraktu waniliowego
+ forma 20 cm (ewentualnie do 23 cm), masło do wysmarowania formy, piekarnik, mikser lub malakser

NA KREM:
  • 500 ml śmietany kremówki 36%
  • 300 g białej czekolady
+ dwa garnki (mniejszy i większy) do rozpuszczenia czekolady w kąpieli wodnej, mikser

DO PRZEŁOŻENIA:
  • puszka (~433 g) ugotowanego mleka skondensowanego słodzonego (toffi)
  • słoiczek dowolnego dżemu lub konfitur (u mnie domowa truskawkowa)
Jak to zrobić?

KREM:

Śmietana musi być schłodzona!

Białą czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Odstawiamy do ostygnięcia.

Śmietanę ubijamy do momentu, aż będzie gęsta. Dodajemy wystudzoną czekoladę, ponownie dokładnie miksujemy.

BLATY:

Składniki muszą być w temperaturze pokojowej!!!

Wszystkie ingrediencje wsypujemy tudzież wlewamy do dzieży robota kuchennego (miksera) albo malaksera. Mieszamy końcówkami do gęstego ciasta (masa jest bardzo zwarta i końcówki do ubijania białek czy śmietany nie dadzą sobie z nią rady) do momentu połączenia (jak najkrócej, ale żeby nie było grudek).

Powstałą masę dzielimy na 3 części (najłatwiej podzielić przez 3 jej wagę). Każdą pieczemy osobno w wybranej formie, którą uprzednio natłuściliśmy masłem, w piekarniku nagrzanym do 180 stopni (termoobieg) do tzw. "suchego patyczka". Przy mojej formie (23 cm) zajęło to 15 minut. Ale przy formie 20 cm może wynieść nawet pół godziny! Trzeba wyczuć piekarnik.

Kiedy wszystkie blaty wystygną, przekładamy je nadzieniem w następującej kolejności:

-pierwszy blat
-konfitura lub dżem
-drugi blat
-masa toffi
-trzeci blat
-bita śmietana (pokrywamy nią również boki ciasta)

Dowolnie przystrajamy ciasto. Podajemy lekko schłodzone.

Smacznego!