Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dodatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dodatki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 lipca 2013

Fenomenalny sos pomidorowy



Szał ciał i i główna atrakcja ostatnich spotkań kulinarnych :) Warto zrobić - szczególnie, że sezon pomidorowy trwa. Nam tak posmakował, że postanowiłam go zaweckować.

Co będzie potrzebne?
(na słoiczek o pojemności 750 ml)

  • 1 kg aromatycznych pomidorów (używam odmiany malinowej)
  • 2 średnie cebule (białe albo odmiana czosnkowa)
  • 2 łyżki ziół prowansalskich
  • 1 łyżeczka pieprzu kajeńskiego lub sproszkowanego chili
  • 1/3 główki czosnku (zmiażdżona)
  • 2 łyżeczki cukru
  • sól (do smaku)
  • pieprz (do smaku)
  • 2 łyżki masła
  • 2 łyżki oliwy
+ miska, średni garnek, 3 słoiki o pojemności 250 ml


Jak to zrobić?

Pomidory myjemy, z wierzchu delikatnie nacinamy skórkę ostrym nożem na krzyż, niejako "dzieląc" pomidor na czworo (nie nacinajcie zbyt głęboko, bo po sparzeniu ucieknie z pomidorów cały sok).

Pomidory umieszczamy w sporej misce, tak by nie wystawały ponad jej poziom. Gotujemy wodę i zalewamy pomidory wrzątkiem, tak by wszystkie były nim przykryte. Trzymamy minutę, wylewamy wodę i obieramy pomidory ze skórki - będzie bardzo łatwo odchodzić.

Obrane pomidory kroimy w kostkę i przerzucamy do miski. Staramy się zachować cały sok wypływający z pomidorów - jest bardzo aromatyczny i nada sosowi wyrazisty charakter.

Po oporządzeniu pomidorów zabieramy się za cebulę. Kroimy ją w drobną kostkę i smażymy w garnku na oliwie oraz maśle, na średnim ogniu, do momentu, w którym się zeszkli i zrobi miękka. Wtedy wrzucamy na patelnię obrany i zmiażdżony czosnek, cukier oraz przyprawy i mieszamy, smażąc wszystko razem przez kolejne dwie minuty.

Następnie do cebuli z przyprawami dorzucamy pomidory z całym sokiem, mieszamy, doprowadzamy do wrzenia na dużym ogniu, zmniejszamy do średniego i redukujemy do otrzymania pożądanej konsystencji.

To, ile czasu będziemy musieli redukować sos, zależy od ilości soku, który wypłynął z pomidorów. Zazwyczaj zajmuje to ok. 20 minut, ale sosu trzeba pilnować i co parę minut go mieszać, by nie przywarł do dna garnka i się nie spalił.

Gotowy i jeszcze gorący sos przekładamy do wyparzonych słoiczków, zakręcamy i pasteryzujemy albo odwracamy słoiki do góry dnem i opatulamy kocem albo ręcznikiem.

Sos jest pyszny zarówno na ciepło, jak i na zimno. Podajemy go do mięs z grilla albo stosujemy jako spód do pizzy czy dodatek do makaronu.

Smacznego!


sobota, 12 stycznia 2013

Ziemniaki w świeżych ziołach


Kolejna wersja ziemniaków, której nie można się oprzeć. Bukiet świeżych ziół oraz pyszna oliwa, czosnek i papryczka chilli sprawiają, że po każdym kęsie macie ochotę na więcej i więcej... I więcej :-)

Co będzie potrzebne?
  • 2 kg ziemniaków (nierozpadających się podczas gotowania)
  • 1 szklanka oliwy (najlepiej smakowej domowej roboty)
  • kilkanaście gałązek świeżego tymianku
  • 4 gałązki świeżego rozmarynu
  • 4 gałązki świeżej szałwii
  • kilkanaście listków świeżej bazylii
  • kilka listków świeżej mięty
  • 1 papryczka chilli
  • 3 ząbki czosnku
  • sól
  • pieprz
+ garnek do gotowania, miska, blender, naczynie do zapieczenia

Jak to zrobić?
Ziemniaki obieramy, myjemy, co większe przekrawamy na pół albo cztery części. Wrzucamy do osolonej wody i gotujemy do miękkości.
W międzyczasie oliwę mieszamy z ziołami, czosnkiem i połową papryczki (drugą połowę kroimy na plasterki, tak jak to widać na zdjęciach) i blenderujemy do rozdrobnienia.
Ugotowane ziemniaki mieszamy z ziołową oliwą, dodajemy sól i pieprz do smaku, a następnie przekładamy do naczynia żaroodpornego i zapiekamy w piekarniku do zezłocenia (ok. 20-30 min, w temp. 180-200 st. C). Można użyć funkcji "grill-góra" - będzie szybciej, niemniej ziemniaki nie zdążą przejść smakiem zaprawy.
Pałaszujemy z ulubionym mięsem albo jajkiem sadzonym. Same też smakują cudownie :)
Smacznego!!!






poniedziałek, 31 grudnia 2012

Pasta łososiowa z rukolą


Coś prostego i szybkiego na Sylwestra :-)

Co będzie potrzebne?
  • 200 g łososia wędzonego
  • 400 g serka śmietankowego typu Philadelphia (użyłam serka Piątnicy)
  • 30 g rukoli
  • pół pęczka koperku
  • pół pęczka szczypiorku
  • sok z ćwiartki cytryny
  • sól (do smaku)
  • pieprz (do smaku)
+ blender, miska, deska, nóż

Jak to zrobić?

Łososia i serek blenderujemy na gładką masę.

Rukolę, szczypiorek i koperek drobno siekamy i dorzucamy do masy łososiowo-serkowej. Dodajemy sok z cytryny. Mieszamy.

Doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

Pałaszujemy prosto z miski lub na kanapce/krakersach.

Smacznego!




środa, 20 czerwca 2012

Lemon curd


A dzisiaj przepis na obiecany lemon curd. Coś jest w stwierdzeniu, że smakuje jak nadzienie w gumie do żucia Shock! (kto z obecnych pamięta ją ze sklepików szkolnych  i osiedlowych swojego dzieciństwa, ręka do góry! :D). Fajna sprawa taki krem. Nadaje się do przełożenia nim ciasta biszkoptowego, jako dodatek do lodów czy nadzienie do muffinków albo do wyjadania go łyżeczką wprost ze słoiczka, jak to najczęściej robię ja :-) Jego jedyną wadą (?) jest to, że trzeba go szybko zjeść - nie lubi przechowywania.

Przepis od Crummblle.

Co będzie potrzebne?
(na słoiczek 350 ml)
  • 4 jaja
  • 100 g cukru
  • 120 ml soku z cytryny
  • skórka otarta z 1 cytryny ekologicznej
  • 20 g miękkiego masła

+ rondelek, słoiczek, trzepaczka

Jak to zrobić?

Jajka wbijamy do rondelka o grubym dnie. Dodajemy cukier, sok z cytryny, masło i skórkę otartą z cytryny. Gotujemy na malutkim ogniu, cały czas mieszając trzepaczką, przez ok. 5 minut. Krem zdejmujemy z ognia i przekładamy do słoiczka po tym, jak zgęstnieje. Schładzamy w lodówce. Przechowujemy do 3 dni.

Smacznego!





piątek, 8 czerwca 2012

Pesto bazyliowe

 

Klasyka włoskiej kuchni. Smak nie do podrobienia - idealny dodatek do makaronów, bruschetty, tostów, kanapek, jako marynata do mięs i ryb. Ja czasami wyjadam je łyżeczką, chociaż potęga aromatu powala kubki smakowe.

Niestety nie jest to zabawa tania. Wyprodukowanie słoiczka 350 g kosztuje ok. 30-35 zł (koszty zmniejszają się, jeśli sami hodujemy bazylię), niemniej starcza on na baaardzo długo, gdyż zazwyczaj jedna łyżeczka bądź łyżka jako dodatek to aż nadto, by aromat pesto zdominował smak potrawy, którą przyrządzamy. Poza tym smak domowego pesto różni się znacząco od tego kupnego. Nie muszę chyba dodawać, że na korzyść? :-)


Co będzie potrzebne?
(na słoiczek 350 g)

  • 100 g liści bazylii (dwa klasyczne krzaczki lub jeden w rozmiarze XXL)
  • 90 g orzeszków pinii (najdroższy składnik, ilość można zredukować do 50 g bez znaczącej utraty jakości)
  • 50 g parmezanu (grubo startego)
  • 2 ząbki czosnku (niedbale pokrojone)
  • 150 ml oliwy z oliwek extra vergine (z pierwszego tłoczenia na zimno)
  • sól
  • czarny pieprz (świeżo zmielony)
+ blender lub malakser, słoik o pojemności 350 ml

Jak to zrobić?

Orzeszki piniowe rumienimy lekko na suchej patelni, tak by wyzwoliły swój aromat.

Razem z czosnkiem umieszczamy je w misie blendera albo malaksera i rozdrabniamy aż do uzyskania gruboziarnistej pasty.

Do tak powstałej pasty dodajemy połowę oliwy oraz ser i dalej rozdrabniamy. Wrzucamy liście bazylii (można na raty) i kontynuujemy miksowanie.

Stopniowo dolewamy pozostałą oliwę, cały czas miksując. Na sam koniec doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

Przekładamy do słoiczka. Przechowujemy w lodówce do tygodnia.

Smacznego!

P.S.: Pesto można podzielić na kilka porcji i zamrażać, każdą porcję wyjmując na kilka godzin przed użyciem. W zamrażarce można je trzymać nawet przez pół roku.




poniedziałek, 7 maja 2012

Szparagi z sosem gorgonzola



Najprostszy sposób na szparagi - pyszny. Sprawdza się jako dodatek do dania głównego, ale ja często traktuję tak podane szparagi jak samodzielne danie.

Co będzie potrzebne?
(1-2 porcje)

  • pęczek szparagów
  • 100 g sera gorgonzola
  • 1 szklanka mleka
  • pół pęczka świeżej natki pietruszki


+ garnek do gotowania szparagów, rondelek do sosu

Jak to zrobić?


Szparagi gotujemy do miękkości w 3 cm wody z dodatkiem soli i cukru (więcej o gotowaniu szparagów TUTAJ).

Do rondelka wlewamy mleko i kruszymy ser. Na średnim ogniu doprowadzamy do rozpuszczenia się składników i powstania jedwabistej masy. Po zdjęciu z ognia dodajemy pietruszkę. Mieszamy.


Odcedzone, ciepłe szparagi polewamy sosem. Jemy na świeżo.

Smacznego! :-)



środa, 2 maja 2012

Błyskawiczna granita truskawkowa z kiwi




Drugi przepis na dziś - coś na męczące nas ostatnimi czasy upały. Całe szczęście truskawki są coraz tańsze, więc tym specjałem można się delektować bardzo często.

Dla ciekawskich - skrzyneczka, którą widzicie na zdjęciach kupiona została w I Love Nature. Ta notka w żaden sposób nie jest przez nich sponsorowana - polecam, bo po prostu kocham ten sklep i kupiłabym wszystko, co tam sprzedają. Uwielbiam patrzeć na przedmioty tworzone z pasją. I uwielbiam ludzi, którzy swoją pasją się dzielą - szczególnie, jeśli są tak zdolni i pozytywni jak Daria i Jarek :-)


A teraz zostawiam Was z orzeźwiającą granitą, wyrobami z drewna i wybywam na majówkowy wyjazd. Oby druga połowa dłuuuuugiego weekendu nie była tak brzydka, jak zapowiadają...


Co będzie potrzebne?
(na ok. 900 ml napoju)


  • 500 g truskawek (umytych, odszypułkowanych)
  • 2 sztuki kiwi (dojrzałych, słodkich, umytych i obranych ze skórki)
  • 400 g lodu w kostkach
  • 6 łyżeczek cukru trzcinowego (do smaku; może być też miód)
  • kilka listków mięty (do smaku/ozdoby)


+ blender/malakser z opcją kruszenia lodu albo kruszarka do lodu, blender do zblendowania truskawek i kiwi

Jak to zrobić?

Truskawki i kiwi wrzucamy do blendera, zasypujemy cukrem i siekamy do uzyskania płynnej masy. Przelewamy do innego pojemnika.



W misie blendera (malaksera, kruszarki) kruszymy lód na drobne kawałki. Dolewamy płyn truskawkowo-kiwi i blendujemy do połączenia. Przelewamy do szklanek.

Smacznego! :-)

P.S.1: ilość cukru/miodu jest sugerowana - trzeba ją dobrać pod własne preferencje smakowe. Tak naprawdę, im słodsze truskawki, tym mniej go potrzeba.

P.S.2: lód kupuję gotowy albo mrożę samodzielnie wodę źródlaną lub przegotowaną.












poniedziałek, 26 marca 2012

Sos kurkowy



Uwielbiam grzyby. Co prawda nie wszystkie, ale kurki zajmują w moim kulinarnym sercu jedną z czołowych pozycji :-) Tak samo, jak sos, który Wam dzisiaj przedstawiam. A historia jego jest bogata. Jakiś czas zajęło mi rozwikłanie zagadki, jakie przyprawy lubią grzyby (które, wiadomo, z natury są raczej mdłe) i z jakimi dodatkami smakują najlepiej.

Niniejszy przepis to kilka lat prób, bardziej lub mniej udanych. Dziwicie się, że nie trafia w sezon? Cóż, przyszedł czas na oczyszczanie zamrażarki przed wyprowadzką, więc wyjęłam ostatnią torebkę zachomikowanych jesienią świeżych grzybów :-) Traf chciał, że padło właśnie na kurki.

Co będzie potrzebne?


  • 600 g świeżych kurek
  • 2 szklanki mocnego bulionu (najlepiej wołowego; ostatecznie może być dobry jakościowo bulion z kostki)
  • 1 szklanka półsłodkiego białego wina
  • 2 duże cebule (drobno posiekane)
  • 1 marchew (średniej wielkości; starta na dużych oczkach; opcjonalnie - ostatnimi czasy zawsze pomijam)
  • 1/3 szklanki słodkiej śmietany 18% (do zup i sosów)
  • sól
  • pieprz
  • szczypta pieprzu kajeńskiego
  • szczypta imbiru
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • 1 łyżeczka estragonu
  • 1 łyżeczka bazylii
  • 1 łyżeczka oregano
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżka oliwy


+ patelnia, głęboki garnek, blender (opcjonalnie)

Jak to zrobić?

Kurki oczyszczamy i kroimy w kostkę (mniejsze grzyby zostawiając w całości). Zalewamy je bulionem oraz winem i gotujemy na średnim ogniu przez 25 minut, podlewając wrzącą wodą, jeśli wyniknie taka potrzeba.

W międzyczasie cebulę podsmażamy do zezłocenia na maśle i oliwie (ok. 10-15 minut), 3 minuty przed końcem smażenia podsypując jedną łyżeczką cukru. Pozwalamy wszystkiemu lekko się skarmelizować, po czym dodajemy na patelnię startą marchewkę i mieszamy. Smażymy wszystko razem kolejne 3 minuty.

Cebulę i marchewkę dodajemy do kurek, doprawiamy przyprawami, wlewamy śmietanę, mieszamy.

Kolejny etap pozostawiam Wam do rozwagi. Osobiście lubię, kiedy sosy są jednolite, więc blenderuję wszystko dość niedbale, by jednocześnie sos był gładki, ale i miał w sobie kilka całych grzybów. Jednakże zdaję sobie sprawę, że ta kwestia jest bardzo indywidualna - wybór należy do Was.

Sos podaję z ulubionym mięsem - na zdjęciach akurat z polędwicą wieprzową, ale równie dobrze może to być kurczak, indyk, kaczka, wołowina, cielęcina, jagnięcia, czy dziczyzna. Mięso przyprawiam słodko-pikantnym sosem chilli, ziołami prowansalskimi, oliwą, miodem gryczanym, solą i pieprzem. Smażę na maśle z dodatkiem oliwy. W wydaniu przedstawionym na zdjęciach, mięso zostało przyprawione delikatnie (taki akurat miałam kaprys) - jedynie Vegetą (naturalną, bez wspomagaczy smakowych), pieprzem i ziołami prowansalskimi.

Jako dodatek pasują do tego dania młode ziemniaki z masłem i koperkiem, kasza gryczana z boczkiem i cebulą albo cokolwiek, co przyjdzie Wam do głowy :-)

Smacznego!

P.S.: Jeśli akurat mam borowiki, mieszam je pół na pół z kurkami - sos jest równie wyborny.

P.S. 2: Marchew nie jest w przepisie niezbędna - dzięki niej sos staje się nieco słodszy - jej użycie również zostawiam Waszemu wyborowi :-)






niedziela, 26 lutego 2012

Najlepszy sos czosnkowy


Mój ulubiony sos do sałatek, pizzy i kanapek :-)

Co będzie potrzebne?

  • jogurt naturalny (może być też kwaśna śmietana 18%)
  • majonez (używam Dekoracyjnego Winiary)
  • czosnek (świeży, zmiażdżony)
  • oregano
  • bazylia
  • cukier
+ sitko, miseczka, słoik

Jak to zrobić?

Jogurt i majonez mieszamy w proporcjach 1:1.

Na każde 6 łyżek sosu przypadają 2 średnie ząbki czosnku (albo 1 duży).

Mieszamy czosnek z sosem, odstawiamy do przegryzienia w temperaturze pokojowej na co najmniej pół godziny.

Po tym czasie przecedzamy sos przez sitko (czosnek po pewnym czasie staje się gorzki, co źle rzutuje na walory smakowe całego sosu, więc trzeba się go pozbyć, jeśli nie zamierzamy zjeść całego sosu tego samego dnia, w którym był on przygotowany).

Na każde 10 łyżek sosu przypada 1 łyżeczka bazylii, 1 łyżeczka oregano i 1 łyżeczka cukru.

Mieszamy składniki, odstawiamy na pół godziny do ponownego przegryzienia.

Po tym czasie wlewamy do słoiczka. Przechowujemy w lodówce.

Smacznego!



wtorek, 7 lutego 2012

Pieczone ziemniaki z żurawiną



Nieskromnie przyznam, że jest to moje popisowe danie. Proste jak konstrukcja cepa, ale efekt w porównaniu do nakładu pracy jest piorunujący. Każdy po zjedzeniu prosi o przepis. I, szczerze mówiąc, mówiłam go i zapisywałam już tyle razy na różnych chusteczkach, kawałkach papieru, imejlach, fejsbukach, że moglibyście obudzić mnie w środku nocy, a wyrecytowałabym go jak pacierz w przeddzień Pierwszej Komunii albo art. 148 k.k. ;-)

Jest w tych ziemniakach coś magicznego - znikają błyskawicznie. I naprawdę nieistotne jest, ile kilogramów się "przerobi". Jeśli do stołu zasiadają więcej niż 3 osoby, zazwyczaj na następny dzień nie ma już czego dodać do posiłku :-) Po kilku obiadach, na które ośmieliłam się zrobić tylko kilogram tego specjału (czym zasmuciłam wszem i wobec biesiadników, gdyż nie starczyło na dokładki), nauczyłam się, że nawet podwojenie tej ilości niewiele daje. I nie zdziwiłabym się zbytnio, gdyby któregoś dnia 10 kg również okazało się niewystarczające...

Od razu pragnę zaznaczyć, że danie to można spożywać jako samodzielny posiłek. A jeśli jest dodatkiem, to wydawałoby się słusznym, gdyby reszta obiadu czy kolacji była delikatna w smaku (np. u mnie ziemniaczkom towarzyszyła ostatnio polędwiczka wieprzowa w sosie śmietanowo-cebulowym z rozmarynem). Przesyt w doznaniach mógłby być bowiem zabójczy dla kubków smakowych. Ale co kto woli ;-)


UWAGA: kombinacja przypraw jest w tym daniu dowolna - te, które wymieniam poniżej są tymi, które dodaję zawsze. Oprócz tego można dać to, co w duszy nam gra. Kumin, trochę imbiru czy gałki muszkatołowej, nieco curry, mięty, jeśli nie używamy oliwy czosnkowej, to czosnku. Często zamiast wszystkich przypraw dodaję po prostu mieszanki dedykowanej specjalnie ziemniakom. Tak naprawdę każda jest dobra, byleby była naturalna - na wszelkiej maści jarmarkach albo w sklepach z ekologiczną żywnością z łatwością można taką mieszankę przypraw niewzbogaconą przeróżniastymi "E" dostać.



Co będzie potrzebne?
  • 1,5 kg ziemniaków (małych; najlepiej wczesnych albo młodych; koniecznie mączystych)
  • 2 cebule (duże; ja używam odmiany czosnkowej)
  • 250 g pieczarek
  • 2 łyżki masła
  • 2 łyżki oliwy
  • 150 ml oliwy czosnkowo-bazyliowej
  • 200 g suszonej żurawiny
  • 100 ml wody
  • 1 łyżeczka soli (ilość sugerowana; do smaku)
  • 1 łyżeczka pieprzu (świeżo zmielonego, ilość sugerowana; do smaku)
  • 1 łyżka słodkiej papryki
  • 2 łyżki bazylii
  • 2 łyżki oregano
  • 2 łyżki rozmarynu
  • 2 łyżki ziół prowansalskich
  • szczypta pieprzu kajeńskiego
+ piekarnik, naczynie żaroodporne, patelnia

Jak to zrobić?

Ziemniaki dokładnie myjemy i wkładamy do gęsiarki albo innego naczynia żaroodpornego (jeśli mają brzydką skórkę, obieramy je, a jeśli są zbyt duże, kroimy na kawałki - jeden kawałek nie powinien mieć wymiarów większych niż 3x3 cm). Wsypujemy do nich przyprawy i żurawinę, zalewamy oliwą, wodą i mieszamy.

Wkładamy na około godzinę (tak naprawdę czas jest inny dla każdej partii ziemniaków - musicie sprawdzać, czy są miękkie; czasami pieką się 45 minut, a czasami nawet 70 minut) do piekarnika nagrzanego do 200 stopni (termoobieg) i mieszamy dokładnie drewnianą łyżką co każde 15 minut.

Podczas, gdy ziemniaki pieką się w piekarniku, kroimy w kostkę cebulę i pieczarki. Smażymy je osobno (jedno po drugim albo na dwóch patelniach jednocześnie - cebulę do zrumienienia, pieczarki do momentu odparowania wody), każde na 1 łyżce masła i 1 łyżce oliwy.* Zarówno pieczarki jak i cebulę solimy zaraz po wrzuceniu na patelnię (mała szczypta).
Cebulę na koniec smażenia podsypujemy 1 łyżeczką cukru i pozwalamy jej lekko się skarmelizować (ok. 2 minuty smażenia).

Podsmażone pieczarki i cebulę dodajemy do ziemniaków na ostatnie 15 minut pieczenia. Mieszamy.

Kiedy ziemniaki zmiękną, wyjmujemy i pałaszujemy.

Smacznego!

* Jest też wersja dla leniwych - zakłada ona, że zarówno cebulę, jak i pieczarki wrzucamy do ziemniaków bez smażenia po 20 minutach ich pobytu w piekarniku i pieczemy razem do końca. Wytwarza się wtedy sporo płynu, więc nie powinniśmy dodatkowo podlewać ich wodą. Leniwą wersję robiłam wiele razy, zazwyczaj zamiast pieczarek i żurawiny, dodaję wtedy kiełbasę pokrojoną w kostkę  (całkowicie samodzielne danie - fajnie smakuje z wielkopolskim gzikiem), ale mimo wszystko muszę przyznać, że wersja wymagająca więcej zachodu jest po prostu smaczniejsza.





czwartek, 2 lutego 2012

Domowy krem czekoladowo-orzechowy



Słodycz milion razy lepsza od popularnego słodkiego kremu kanapkowego o nazwie na "N", który można kupić w sklepie.
Po spróbowaniu tej wersji zdecydowałam z całą stanowczością, że już NIGDY nie tknę sklepowych specyfików tego rodzaju. Wspaniały smak, w ustach nieśmiały dotyk orzechów skąpanych w czekoladowej rozkoszy... Można zjeść cały słoik i nie będzie dość. Zresztą, sami spróbujcie ;-)

A najlepsze w tym wszystkim jest to, że koszty zrobienia kremu samodzielnie i kupienia "N" w sklepie są bardzo podobne :-)

Przepis z bloga Pistachio (praktycznie bez modyfikacji, bo jest doskonały).


Co będzie potrzebne?
(na około 1 litr kremu)

  • 40 g migdałów (bez skórki, można zastąpić orzechami laskowymi)
  • 160 g orzechów laskowych (bez skórki)
  • 1 3/4 szklanki (400 ml) mleka pełnotłustego
  • 1/2 szklanki (60 g) mleka w proszku
  • 2 łyżki (40 g) miodu (o neutralnym smaku - ja dodałam domowego golden syrupu)
  • 150 g mlecznej czekolady (40% kakao - użyłam Wedla)
  • 150 g gorzkiej czekolady (60% kakao - użyłam Wedla)
+ malakser, rondelek, dwa garnki do rozpuszczenia czekolady w kąpieli wodnej, piekarnik do podprażenia orzechów, 4 słoiki o pojemności 250 ml albo 2 słoiki o pojemności 500 ml.

Jak to zrobić?

Na samym początku nagrzewamy piekarnik do 150 stopni w trybie "termoobiegu".

Na dużej blasze (najlepiej na papierze do pieczenia) rozkładamy migdały i orzechy laskowe. Wstawiamy do piekarnika i prażymy na lekko złoty kolor (u mnie trwało to mniej więcej 15 minut).

Wyjmujemy orzechy z piekarnika i studzimy. Jeśli używamy orzechów w skórkach, wkładamy je w lnianą ściereczkę i dokładnie skórki z orzechów obcieramy (jest z tym trochę pracy, dlatego tym niecierpliwym i mającym do dyspozycji mniej czasu radzę używać już obranych orzechów - bez problemu można takie dostać w delikatesach i hipermarketach).

Do rondelka wlewamy mleko, dodajemy miód i mleko w proszku. Mieszamy i podgrzewamy do chwili zagotowania. Odstawiamy.

W kąpieli wodnej rozpuszczamy posiekane czekolady (w tym miejscu należy pamiętać, że rondelek z czekoladą nie powinien w żadnym razie dotykać dna rondelka z gotującą się wodą). Mieszamy od czasu do czasu.

W malakserze miksujemy na miazgę migdały i orzechy laskowe. Dodajemy rozpuszczoną czekoladę i gorące mleko z miodem. Miksujemy do dokładnego wymieszania się składników.



Masę przelewamy do wyparzonych słoików. Zostawiamy do wystudzenia i wstawiamy do lodówki do całkowitego stężenia.


Masa po zmiksowaniu jest bardzo rzadka. Po stężeniu konsystencja odpowiada tej nutellowej.

Jeśli drażnią Was wyczuwalne drobinki orzechów, możecie krem przecedzić przez bardzo drobne sitko (zajmuje to ok. 5-10 minut). Osobiście jednak nie radzę tego robić, bo właśnie te kawałeczki orzechów stanowią o doskonałości kremu ;-)

Słoiki z kremem przechowujemy w lodówce. Krem należy spożyć w ciągu 3 tygodni.

Smacznego!