Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolacja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 kwietnia 2015

Kurczak z karmelizowaną cebulą i ryżem korzenno-kardamonowym


Trochę mnie tu nie było. Ale wcale nie oznacza to, że przez ten czas nie gotowałam i nie piekłam - co mogą potwierdzić moi obdarowywani co jakiś czas wypiekami współpracownicy :-) Tylko jakoś chęć robienia zdjęć, nie wiadomo czemu, odeszła. Cóż, niedawno postanowiła jednak wrócić, więc mam nadzieję, że ten rok wszechogarniającej niemocy już za mną.
Dzisiaj witam Was za to serdecznie po tej długiej przerwie i zapraszam na pyszne i budżetowe danie od Yotama Ottolenghiego z mojej ukochanej książki "Jerusalem". Mariaż goździków, cynamonu, kardamonu, słodyczy rodzynek i karmelizowanej cebuli oraz dość pieprznego kurczaka jest może nieco zaskakujący, ale - wierzcie mi - smakuje wybornie :-)

Co będzie potrzebne?
(na 4 porcje)
  • 1 kg nóg z kurczaka,
  • 3 łyżki oliwy,
  • 2 łyżeczki soli,
  • pieprz,
  • 20 ziaren kardamonu,
  • 6 goździków,
  • 3 laski cynamonu (podzielone wzdłuż na pół),
  • 6 średniej wielkości cebul,
  • 2 łyżki klarowanego masła,
  • 2 łyżeczki cukru,
  • 500 g ryżu basmati,
  • garść rodzynek,
  • 600 ml wrzącej wody (ilość orientacyjna),
  • świeża kolendra,
  • natka pietruszki
+ duża, głęboka patelnia albo szeroki garnek


Jak to zrobić?

Kurczaka nacieramy oliwą, 1 łyżeczką soli, pieprzem, mieszamy z kardamonem, goździkami i cynamonem. Odstawiamy na bok.

Na patelni rozgrzewamy masło klarowane, wrzucamy cebulę, podsypujemy cukrem i smażymy na średnim ogniu, co parę minut mieszając, do uzyskania złoto-brązowego koloru - około 15-20 minut.
Gotową cebulę przekładamy do miseczki i odstawiamy na bok.

Na patelnię wkładamy kurczaka razem z przyprawami i obsmażamy po 5 minut z każdej strony, aż do zbrązowienia mięsa i skórki.
Ściągamy z patelni, odstawiamy na bok.

Na patelnię z tłuszczem pozostałym po smażeniu najpierw cebuli, a potem kurczaka, wrzucamy suchy ryż, 1 łyżeczkę soli, cebulę oraz rodzynki, hojnie podsypujemy czarnym piperzem i dokładnie mieszamy. Na ryż wykładamy kurczaka z przyprawami, wpychając go mocno do środka. Całość zalewamy wrzącą wodą (kurczak musi być nią przykryty). Przykrywamy i dusimy przez 30 minut na wolnym ogniu. Po 15 minutach sprawdzamy, czy woda nie została już w całości wchłonięta przez ryż i potrawa się nie pali. W razie potrzeby podlewamy jeszcze 100 ml wrzątku.

Gdy potrawa się udusi, wyłączamy ogień pod patelnią i zostawiamy pod przykryciem na kolejne 10 minut, by doszła.

Wykładamy na talerz i hojnie obsypujemy świeżo posiekaną świeżą kolendrą i natką pietruszki. Można dodać kleks z jogurtu greckiego wymieszanego z kilkoma kroplami oliwy.

Smacznego! :-)




wtorek, 22 października 2013

Sałatka z ryżem, kurczakiem i owocami


Sałatka na ryżu z dodatkami w kolorach jesieni.

Co będzie potrzebne?
(wielka, imprezowa miska)
  • 500 g ryżu basmati (waga na sucho)
  • 1 kg piersi z kurczaka
  • 2 duże, czerwone papryki
  • 1 puszka krążków z ananasa (dokładnie odsączonych)
  • 1 puszka brzoskwiń w syropie (dokładnie odsączonych)
  • natka pietruszki
  • 3/4 średniego słoiczka majonezu
  • 1/3 dużego kubeczka kwaśnej, gęstej śmietany 12%
  • sól
  • pieprz
  • ok. pół litra bulionu

+ garnek do gotowania ryżu, garnek do gotowania kurczaka, bardzo duża miska

Jak to zrobić?

Ryż gotujemy zgodnie z opisem na opakowaniu. Porządnie odcedzamy i wrzucamy do dużej miski. Dajemy ostygnąć.

Kurczaka kroimy w drobną kostkę i gotujemy w bulionie. Odcedzamy, dajemy ostygnąć i dorzucamy do ryżu.

Paprykę, ananasy i brzoskwinie również kroimy w drobną kostkę i dorzucamy do ryżu z kurczakiem.

Solimy i pieprzymy do smaku. Dodajemy majonez i śmietanę, porządnie mieszamy. Odstawiamy do "przegryzienia" na kilkadziesiąt minut.

Sałatka długo jest świeża i smaczna, można trzymać ją w lodówce nawet do tygodnia.

Smacznego!




wtorek, 26 marca 2013

Rukola, truskawki i feta


Bardzo, bardzo, bardzo nie lubię być chora. No ale kiedy już się zdarzy jakiś paskudny wirus albo upierdliwa bakteria, to trzeba sobie jakoś radzić. Zazwyczaj człowiek w takich chwilach nie ma w ogóle siły jeść, nie wspominając już o gotowaniu. Zostaje wtedy albo telefon do pizzerii albo coś prostego, pożywnego, lekkiego i szybkiego do zrobienia.

Ja ostatkiem sił machnęłam tę sałatkę (zdjęcia są z jeszcze przedchorobowej sesji). Kwestią kluczową jest tutaj dressing, który już wcześniej pojawił się na blogu przy okazji tego przepisu.

Co będzie potrzebne?
  • opakowanie rukoli (może być też mieszanka ulubionych sałat)
  • 300 g truskawek
  • 250 g fety z mleka krowiego albo koziego
+ miska


Dressing (inspiracja - warsztaty grillowe z Tomkiem Jakubiakiem):
  • doniczka świeżej kolendry
  • 1 papryczka chili
  • 3 ząbki czosnku
  • 4 łyżki miodu wielokwiatowego
  • 1 łyżka jasnego sosu sojowego 
  • 2 łyżki oleju sezamowego
  • 3 łyżki oleju (u mnie z pestek winogron)
  • sok z 1,5 limonki
  • sól (do smaku)
  • pieprz (do smaku)
+ blender


Jak to zrobić?

Rukolę rwiemy na pół i wkładamy do miski.

Truskawki i fetę kroimy w kostkę i wsypujemy do sałaty. Mieszamy.

Skrapiamy dressingiem dopiero na talerzu!

Dressing:

Wszystkie składniki umieszczamy w blenderze. Miksujemy do uzyskania jedwabistej konsystencji.

Życzę smacznego i wracam do lektury. Choroba ma tylko ten plus, że można w jej trakcie nadrobić zaległości literackie ;-)



poniedziałek, 31 grudnia 2012

Pasta łososiowa z rukolą


Coś prostego i szybkiego na Sylwestra :-)

Co będzie potrzebne?
  • 200 g łososia wędzonego
  • 400 g serka śmietankowego typu Philadelphia (użyłam serka Piątnicy)
  • 30 g rukoli
  • pół pęczka koperku
  • pół pęczka szczypiorku
  • sok z ćwiartki cytryny
  • sól (do smaku)
  • pieprz (do smaku)
+ blender, miska, deska, nóż

Jak to zrobić?

Łososia i serek blenderujemy na gładką masę.

Rukolę, szczypiorek i koperek drobno siekamy i dorzucamy do masy łososiowo-serkowej. Dodajemy sok z cytryny. Mieszamy.

Doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

Pałaszujemy prosto z miski lub na kanapce/krakersach.

Smacznego!




środa, 24 października 2012

Polędwiczki w świeżych ziołach - z piekarnika


Miałam wrzucić od razu wszystkie przepisy naraz, ale chyba jednak zrobię to po kolei ;-)

Na zdjęciu powyżej (i poniżej) pierwsza część obiadu, który ostatnio "popełniłam" - delikatne polędwiczki wieprzowe otulone świeżym rozmarynem, oregano, bazylią i czosnkiem z dodatkiem moich ulubionych mieszanek przypraw Nomu, skropione oliwą bazyliową, trzymane przez dobę w temperaturze pokojowej, by zachwycająco przeszły wszystkimi smakami. Delikatne, miękkie i wilgotne - ciężko je zepsuć. Zawsze uważałam, że polędwiczki wieprzowe to najbardziej przyjazne kucharzom mięso :-)

Zjedliśmy je z Połówkiem w towarzystwie sosu podgrzybkowo-kurkowego, domowych frytek oraz zasmażanych buraczków - przepisy będą pojawiały się sukcesywnie na blogu, więc spokojnie - nie ominie Was żadna część tego zniewalającego posiłku ;-)


Co będzie potrzebne?
(na 6 godnych porcji)
  • ok. 1 kg polędwiczek wieprzowych (3 średniej wielkości sztuki)
  • listki oskubane z 6 gałązek rozmarynu (+ kilka gałązek jak na zdjęciu)
  • listki oskubane z 6 gałązek oregano
  • kilkanaście listków bazylii
  • kilkanaście listków mięty
  • pół główki czosnku (+ drugie pół główki jak na zdjęciu)
  • 3 łyżki ulubionej mieszanki przypraw do mięsa (u mnie Nomu, czyli po szczypcie zmielonych: kuminu, kolendry, kurkumy, chilli, cynamonu, goździków, imbiru, kardamonu, gałki muszkatołowej, cukru, gorczycy, ziela angielskiego, pieprzu kolorowego)
  • sól (do smaku)
  • pieprz (do smaku)
  • 6 łyżek oliwy czosnkowo-bazyliowej
  • 3 łyżki oliwy czosnkowo-rozmarynowej
+ patelnia, naczynie żaroodporne do zapiekania (najlepiej z przykrywką - jeśli nie mamy przykrywki, nakryjemy mięso folią aluminiową)


Jak to zrobić?

Mięso myjemy pod zimną wodą, osuszamy ręcznikiem papierowym i przekładamy do żaroodpornego naczynia.

Siekamy razem listki świeżego rozmarynu, oregano, bazylii, mięty i czosnek (pierwsze pół główki - wcześniej oczywiście obrane z łupinek). Przekładamy do miseczki, wsypujemy przyprawy sypkie i oliwę. Mieszamy (ma powstać dość gęsta papka).

Mięso dokładnie nacieramy marynatą (najlepiej bezpośrednio dłońmi - w tym miejscu zawsze czuję swego rodzaju ukłucie satysfakcji pomieszanej z podekscytowaniem; stanowczo w nacieraniu mięsa marynatą jest jakiś element fetyszyzmu :]), po czym naczynie żaroodporne przykrywamy pokrywką lub folią aluminiową. Odstawiamy na blat kuchenny na dobę*, by mięso przeszło wszystkimi smakami i aromatami.

Piekarnik rozgrzewamy do 180°C (termoobieg).

W międzyczasie mięso podsmażamy z każdej strony na mocno rozgrzanej patelni (do zrumienienia - po minucie-dwie na każdą stronę) - dzięki temu zabiegowi pory się zamkną, a polędwiczki pozostaną soczyste po wizycie w piekarniku.

Podsmażone polędwiczki przekładamy (wraz z całą zawartością patelni, tj. oliwą i marynatą) z powrotem do naczynia żaroodpornego, układamy na nich gałązki świeżego rozmarynu oraz ząbki czosnku w łupinkach (na zdjęciach widać mięso właśnie na tym etapie przygotowania), przykrywamy i wkładamy do nagrzanego piekarnika na 80-90 minut. Mniej więcej po 50-60 minutach zdejmujemy przykrywkę i dajemy płynom, w których pływa mięso, lekko odparować.

Wyjmujemy, kroimy przed podaniem, pałaszujemy.

Bon appétit! :-)

*Nie bójcie się zostawiać surowego mięsa na tak długi czas w temperaturze pokojowej - natarte przyprawami, w cieple o wiele szybciej przejdzie ich smakiem, ale nie zdąży się zepsuć (marynata lekko je konserwuje i przedłuża trwałość).




środa, 10 października 2012

Sałata z miodowym kurczakiem i dynią deserową skropiona ostrym tajskim dressingiem


Dynia - królowa jesieni - zagościła i na moim stole. W tym przepisie jest słodka i towarzyszy słodyczy mięciutkiego mięsa przeplatanej nienachalną ostrością tajskiego dressingu i rukoli.

Polecam z czystym sumieniem - naprawdę pyszna sprawa na lunch, lekki obiad albo popisową kolację.

"Dynię deserową" (czyli kawałki dyni uwięzione w słoiku i zalane cukrowym, lekkim syropem), o której mowa w przepisie, dopadłam na poznańskich Targach Smaków Regionów, które odbyły się w zeszły weekend. Pochodzi z gospodarstwa ekologicznego Państwa Krystyny i Andrzeja Hapka. Żałuję, że nie prowadzą sklepu internetowego, bo z chęcią sprowadziłabym sobie więcej tego pomarańczowego cuda... No ale trudno. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - z racji braku innych możliwości na pewno zrobię ją w najbliższym czasie sama w domu, więc możecie spodziewać się przetworowego przepisu :-)

Tymczasem spróbujcie znaleźć podobne cudo w sklepie.

Co będzie potrzebne?

Kurczak:
  • 2 duże piersi z kurczaka (czyli jedna podwójna)
  • 3 łyżki miodu wielokwiatowego
  • 1 łyżka oleju sezamowego
  • 2 łyżki sosu Worcestershire
  • 2 łyżki ulubionej przyprawy do kurczaka (u mnie po szczypcie: słodkiej papryki, kolendry, tymianku, majeranku, szałwii, natki pietruszki, gorczycy)
  • pieprz (do smaku)
  • sól (do smaku)
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżka oleju (u mnie z pestek winogron)

+ miska, tłuczek, garnuszek, patelnia

Dressing (inspiracja - warsztaty grillowe z Tomkiem Jakubiakiem):
  • mała doniczka świeżej kolendry
  • papryczka chili
  • 4 ząbki czosnku
  • 4 łyżki miodu wielokwiatowego
  • 1 łyżka jasnego sosu sojowego 
  • 1 łyżka oleju sezamowego
  • 3 łyżki oleju (u mnie z pestek winogron)
  • sok z 1,5 limonki
  • sól (do smaku)
  • pieprz (do smaku)

+ blender

Sałata:
  • sałata lodowa
  • opakowanie rukoli
  • 1 słoiczek dyni deserowej
  • owoce granatu
  • dojrzewający, twardy ser kozi (może być też parmezan)

+ misa do sałaty

Jak to zrobić?

Kurczak:

Mięso z kurczaka myjemy, osuszamy, rozbijamy leciutko tłuczkiem. Składniki marynaty mieszamy w garnuszku i zalewamy nią mięso. Nacieramy i odstawiamy na co najmniej godzinę (idealnie - na całą noc).

Smażymy na maśle i oleju do zezłocenia (nie martwcie się, jeśli miejscami kurczak będzie bardzo mocno brązowy - to znak, że skarmelizował się miód). Odstawiamy do wystygnięcia.

Dressing:

Wszystkie składniki umieszczamy w blenderze. Miksujemy do gładkości.

Sałata:

Sałatę lodową rwiemy na średnie kawałki, wkładamy do misy. Rukolę przerywamy na pół, również umieszczamy w misie. Mieszamy.

Wsypujemy odcedzoną dynię deserową, pestki granatu. Mięso kroimy w paski, układamy na wierzchu. Całość posypujemy startym na drobnych oczkach serem. Polewamy dressingiem.

WAŻNE: dressingiem polewamy sałatę tuż przed podaniem, a najlepiej, jeśli każdy zrobi to we własnym zakresie, kiedy jego porcja znajdzie się na talerzu.

Smacznego! :-)






Przepis dodaję do akcji:

         

piątek, 7 września 2012

Tagliatelle Carbonara


Carbonara. Makaron, na który każdy kucharz ma własny przepis :-) W każdym miejscu, w którym ją jadłam zawsze smakowała troszkę inaczej.

Moja interpretacja pochodzi z warsztatów grillowych z Tomkiem Jakubiakiem i jest preludium do innego przepisu - grillowanego łososia zapiekanego pod makaronem carbonara.


Co będzie potrzebne?

  • 500 g makaronu tagliatelle
  • 3000 g boczku wędzonego (pokrojonego w drobne słupki)
  • 5 cebulek szalotek (pokrojonych w półplasterki)
  • 1 i 1/3 szklanki śmietany kremówki 30% (płynnej)
  • 1 jajko
  • 1 żółtko
  • pęczek pietruszki
  • sól
  • pieprz

+ duży garnek do makaronu, bardzo duża patelnia (ewentualnie), miseczka, trzepaczka (lub widelec)


Jak to zrobić?

Zagotowujemy wodę na makaron.

W międzyczasie kroimy boczek i smażymy go razem z szalotką na sporej patelni (bardzo duży ogień) aż do czasu, gdy wytopi się większość tłuszczu. Zmniejszamy ogień do małego (kuchenki elektryczne: poziom 3/9).

Makaron wrzucamy do osolonej wcześniej wody, gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. 

W międzyczasie przygotowujemy mieszankę śmietanowo-jajeczną. Do śmietany dodajemy 1 jajko i jedno żółtko - roztrzepujemy trzepaczką, odstawiamy na bok.

Ugotowany makaron odcedzamy, ale NIE HARTUJEMY! Gorące tagliatelle od razu wrzucamy na patelnię z boczkiem i szalotką oraz zalewamy mieszanką śmietanowo-jajeczną. Intensywnie mieszamy do momentu średniego stężenia (ok. 1 min). Zdejmujemy z ognia. Solimy i pieprzymy do smaku.

Rada: Jeśli nie macie dość dużej patelni, by pomieściła wszystkie składniki, danie można zrobić w garnku po ugotowanym makaronie.

Przekładamy na talerze i posypujemy świeżą natką pietruszki. Można posypać też świeżo startym parmezanem.


Smacznego! :-)




wtorek, 21 sierpnia 2012

Chili con carne



Carrrrrramba! Czyli Chili con carne inspirowane przepisem mojego Drogiego Kolegi Tomasza B.

Danie tanie, jest go dużo, więc starcza na kilka obiadów, a poza tym z każdym dniem staje się tylko smaczniejsze :-) Dobry pomysł, jeśli ma wpaść wielu gości, których trzeba czymś nakarmić.

Smaczne zarówno jako nadzienie do tortilli, towarzysz kaszy kuskus, jaglanej albo zwykłej bułki, jak i jedzone bez dodatków ;-)

Uwaga - osssstre! (szczególnie jak sobie kilka dni poleży)

Co będzie potrzebne?

  • 1 kg mięsa mielonego wieprzowo-wołowego
  • 3 duże cebule
  • 5 dużych ząbków czosnku
  • 4 czerwone papryczki Piri-Piri z zalewy octowej (albo 2 świeże papryczki chilli; albo 1 świeża papryczka habanero i 1 świeża papryczka chilli)
  • 1 puszka kukurydzy
  • 1 puszka czerwonej fasoli
  • 1 puszka krojonych pomidorów w zalewie
  • 4 łyżki keczupu
  • masło
  • oliwa
  • 2 łyżki bazylii
  • 2 łyżki oregano
  • 3 łyżeczki przyprawy do kuchni meksykańskiej
  • 2 łyżeczki cukru
  • 2 łyżeczki słodkiej papryki
  • 2 łyżeczki pieprzu cytrynowego
  • 1,5 łyżeczki pieprzu kajeńskiego
  • kilkanaście kropli tabasco
  • sól (do smaku)


+ bardzo duży garnek

Jak to zrobić?

Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy do zezłocenia na maśle i oliwie w garnku, w którym będziemy przygotowywać potrawę. Na ostatnią minutę-dwie smażenia dorzucamy do cebuli posiekane drobno papryczki i zmiażdżony czosnek. Mieszamy intensywnie.

Cebulę z czosnkiem i papryczkami przekładamy do miseczki, starając się zostawić w garnku jak najwięcej tłuszczu.

Do garnka wrzucamy mięso, smażymy i dorzucamy cebulę dopiero wtedy, gdy odparuje większość wody.

Wlewamy pomidory w zalewie, odcedzoną kukurydzę i czerwoną fasolę, keczup oraz przyprawy (solimy tyle, ile potrzeba - u mnie ok. dwie łyżeczki - zacznijcie od jednej!). Mieszamy.

Gotujemy na sporym ogniu (często mieszając) przez 15-20 minut, bez przykrycia, aż odparuje praktycznie cały płyn, a potrawa będzie miała stałą konsystencję.

Podajemy na ciepło. Najsmaczniejsze na dzień następny.

Smacznego! :-)

P.S.: w miarę upływu czasu chili con carne przegryza się coraz bardziej. Mimo że poziom ostrości potrawy w dniu przyrządzenia nie jest oszałamiający, to już na dzień następny może skosić kubki smakowe. Jeśli potrawa ma być spożyta w całości w tym samym dniu, w którym zostanie przygotowana, można pokusić się o zwiększenie ilości ostrych dodatków - np. poprzez dorzucenie dodatkowej papryczki, dolanie większej ilości tabasco albo dosypanie łyżeczki więcej pieprzu kajeńskiego.





piątek, 8 czerwca 2012

Pieczony łosoś z bazyliowym pesto

 

Nie lubię ryb. Organicznie, od kiedy pamiętam, po prostu mnie od nich odrzuca. Denerwuje mnie ich zapach, smak i wszędobylskie ości. Wigilia Bożego Narodzenia zawsze była dla mnie traumą, szczególnie wtedy, gdy próbowano wmusić we mnie kolejne porcje niezjadliwego karpia lub śledzia. Takim samym nieprzyjemnym wspomnieniem są piątkowe obiady w szkolnej stołówce, gdy serwowano nam, biednym dzieciom, zmielone rybie mięso w postaci kotletów w panierce, których to kotletów nie sposób było przełknąć bez grymasu obrzydzenia na twarzy (chociaż w czasach mojego dzieciństwa była to niestety domena większości stołówkowych obiadów - a zaznaczyć trzeba, że wcale a wcale niejadkiem nie byłam - po prostu od zawsze lubiłam zjeść smacznie).

Niemniej od powyższej antyrybnej zasady istnieje wyjątek - łosoś (w prawie każdej postaci - zarówno wędzony na gorąco, jak i pieczony czy smażony), morszczuk i panga. Wszystkie te ryby są tłuste i tak w gruncie rzeczy nie smakują jak ryby, co pewnie w głównej mierze stanowi o mojej dla nich aprobacie.

Dzisiejszy przepis tyczy się pierwszej z wymienionych ryb - łososia. W poniższym wydaniu jest on delikatny, pozbawiony nadmiaru tłuszczu, pożywny i wyjątkowo smaczny. Robi się go błyskawicznie, nie musi leżakować w zalewie i świetnie łączy się z sosem czosnkowym :-)


Co będzie potrzebne?
(na 2 porcje)
  • 2 filety z łososia norweskiego (o wadze 200-250 g każdy)
  • 2 szczypty soli
  • 2 szczypty pieprzu cytrynowego
  • 2 łyżeczki pesto bazyliowego (czubate)
  • 2 plasterki masła
  • 2 ósme części cytryny (w postaci półksiężyców)
+ piekarnik, folia aluminiowa

Jak to zrobić?

Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C (tryb: termoobieg).

Filety z łososia opłukujemy pod zimną wodą, osuszamy papierowym ręcznikiem kuchennym i nacieramy solą i pieprzem cytrynowym.

Na górnej części każdego z filetów rozsmarowujemy pesto bazyliowe i kładziemy cienki plasterek masła.

Każdy filet kładziemy na osobny płat folii aluminiowej (jeśli folia jest cienka, używamy podwójnych płatów), który powinien być takiej wielkości, by swobodnie móc zawinąć go do góry i stworzyć otulinę dla całego łososia, jednocześnie pozostawiając mu w środku trochę miejsca do "oddychania" i parowania (formujemy zatem zamknięty koszyczek).

Filety wstawiamy do piekarnika (środkowa półka) na ok. 25-30 minut, po czym rozchylamy koszyczki, przenosimy je na wyższą półkę i lekko zrumieniamy, pozwalając jednocześnie odparować wodzie. Trwa to mniej więcej 5-10 minut (uważamy jednak, by pesto się nie przypaliło!).

Po tym czasie wyjmujemy filety, wykładamy na talerz, skrapiamy sokiem z cytryny i pałaszujemy :-)

Smacznego!

P.S.: Jak wspomniałam wcześniej, łosoś w tym wydaniu bardzo dobrze smakuje z sosem czosnkowym. U mnie dodatkowo został podany w towarzystwie sałatki Caprese.




wtorek, 15 maja 2012

Francuska kremowa zupa cebulowa




Ostatnio zrobiło się trochę chłodniej. A skoro już wybrałam się do działu "Dom" w TK Maxx i obkupiłam w mini-naczynia ceramiczne do zapiekania, to dlaczego ich spektakularnie nie wykorzystać? :-)

Ktoś powinien zabierać mi karty płatnicze i kredytowe, kiedy idę do tego sklepu, bo kupiłabym większość przydasiów, które tam sprzedają. Ech.


Ale wracając do zupy: jest pyszna, lekko ostra i korzenna w smaku, niesamowicie wyrazista i rozgrzewająca. Obłędnie pachnie i tak samo smakuje, a przy tym jest strasznie sycąca. Jeśli w ogóle uda się Wam zjeść półlitrową czarkę w pojedynkę (zarówno ja jak i mój Ukochany skapitulowaliśmy po połowie), to zapewne nie tkniecie nic innego do jedzenia aż do następnego dnia.


Inspiracją była dla mnie Francuska zupa cebulowa Bajaderki, niemniej zmodyfikowany przeze mnie przepis znacząco różni się od swojego pierwowzoru.

Co będzie potrzebne?
(na ok. 3 półlitrowe czarki)


  • 6 dużych cebul czosnkowych (odmiana w kolorze bieli)
  • 60 g masła
  • 2 łyżki oliwy
  • 2 łyżeczki cukru
  • 2 łyżki mąki
  • 5 szklanek bulionu wołowo-drobiowego (Waszemu sumieniu pozostawiam kwestię użycia kostki rosołowej)
  • 1 i 1/2 szklanki wody
  • 1/2 szklanki białego wina (półwytrawnego lub półsłodkiego)
  • 1/2 szklanki słodkiej śmietany (18%)
  • 1 łyżka keczupu
  • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1/2 łyżeczki imbiru
  • 1 szczypta pieprzu kajeńskiego (spora)
  • sól (do smaku)
  • 150 g sera żółtego (startego; najlepszy Gruyere, ale z uwagi na cenę często zamiast niego używam Goudy)
  • 1 bagietka
  • masło czosnkowe lub oliwa czosnkowo-bazyliowa
+ duży garnek, blender, piekarnik, czarki do zapieczenia zupy

Jak to zrobić?

Cebulę kroimy na cienkie plastry i wrzucamy na rozgrzane w garnku (tym samym, w którym gotować będziemy zupę) masło i oliwę. Na średnim ogniu dusimy pod przykryciem przez 25 minut, od czasu do czasu mieszając. NIE SOLIMY. Nie możemy pozwolić, by cebula za mocno się przypiekła. Ma być tylko szklista (ewentualnie leciutko złota).

Po tym czasie odkrywamy cebulę i smażymy bez przykrycia przez kolejne 5 minut. Dodajemy cukier i smażymy następne 10 minut, aż cebula zrobi się złoto-jasnobrązowa, jednakże NIE CIEMNOBRĄZOWA. Ma być miękka i niemal rozpływająca się.

Zasypujemy ją mąką i smażymy na małym ogniu jeszcze 2 minuty. Następnie zalewamy ją bulionem, wodą i winem, dodajemy keczup, mieszamy i gotujemy bez przykrycia na średnim ogniu przez ok. 30 minut, dodając przyprawy (uwaga na sól, zwłaszcza, jeśli używacie kostki rosołowej!). Dość sporo płynu odparuje, jednakże nie przejmujemy się tym. Na sam koniec dolewamy do zupy śmietanę i intensywnie mieszamy.

Blenderujemy wszystko na jedwabistą masę.

Rozlewamy zupę do czarek. Do każdej wsypujemy 20 g sera, wkładamy po 2 kromki bagietki, posmarowanej masłem czosnkowym lub oliwą czosnkowo-bazyliową i podpieczonej w piekarniku do zezłocenia, po czym na bagietkę wykładamy resztę sera. Zapiekamy w piekarniku, w temp. 180 st. C, pod przykryciem przez ok. 15 minut, następnie odkrywamy zupę i zapiekamy jeszcze 5 minut tak, aby ser lekko się zezłocił.

Jemy na ciepło (obowiązkowo! Zupa na zimno niestety wiele traci ze swojej wyjątkowości).

Smacznego! :-)