Pokazywanie postów oznaczonych etykietą potrawa wegetariańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą potrawa wegetariańska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 kwietnia 2014

Lody chałwowe


Lodziarnia w domu? Czemu nie! Poniżej przepis na bezmaszynkowe lody chałwowe (bez jajek!).

Inspiracja pochodzi ze strony Kukbuka*

*Istotnie zmieniłam ilość mleka skondensowanego - przy wklepywaniu przepisu musiało im chyba uciec jedno "0" :-)

Co będzie potrzebne?
(na ok. 800 ml lodów)
  • 400 ml słodzonego mleka skondensowanego
  • 400 ml dobrze schłodzonej śmietanki 36%
  • 180 g pasty tahini
  • 4 łyżki rumu lub brandy (ja użyłam tej drugiej)
  • kilka łyżek uprażonych ziaren sezamu (ozdoba - z roztargnienia posypałam nieuprażonymi :D)
+ mikser, miska, garnek, co najmniej litrowy pojemnik na lody (z przykrywką)

Jak to zrobić?

W misce łączymy ze sobą śmietankę oraz mleko skondensowane. Ubijamy do momentu, w którym masa stanie się puszysta, ale nie sztywna (niemniej widać już na niej będzie wzorki od miksera).

Tahini łączymy z czterema łyżkami masy śmietanowej i mieszamy do połączenia. Przelewamy do reszty masy śmietanowej i ubijamy mikserem przez chwilkę, aż wszystko dokładnie się wymiesza.

Dodajemy alkohol i znowu przez chwilkę miksujemy.

Przelewamy do pojemnika na lody, przykrywamy i mrozimy przez kilka godzin (u mnie przez noc).

Lody po wyjęciu z zamrażarki, dzięki dodatkowi alkoholu, nie są twarde jak skała, niemniej przed podaniem powinny odstać kilka minut w temperaturze pokojowej.

Smacznego! :-)




wtorek, 18 marca 2014

Zielona Pavlova na Dzień Św. Patryka


Trochę spóźniona Pavlova na Dzień Św. Patryka :-) Jak przystało smakołykom związanym z powyższym świętem - na wskroś zielona.

W bezie czuć nutę mięty oraz bazylii, znakomicie łączących się smakowo z pierwszymi dostępnymi w tym roku truskawkami.

Przepis na podstawową wersję bezy pochodzi z Moich Wypieków i wykorzystałam go już wcześniej w tym przepisie.


Co będzie potrzebne?
  • 6 białek (schłodzonych w lodówce)
  • 300 g drobnego cukru do wypieków
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżeczki świeżo wyciśniętego soku z limonki
  • 1/2 łyżeczki zielonego barwnika spożywczego w żelu (u mnie Wilton, kolor "leaf green")
  • garść listków mięty (drobno posiekanych)
  • garść listków bazylii (drobno posiekanych)
  • 500 ml śmietany kremówki 36% (bardzo mocno schłodzonej)
  • 500 g serka mascarpone (schłodzonego)
  • 1 łyżeczka pasty waniliowej
  • 4 łyżki cukru (opcjonalnie)
  • 1 kg truskawek
+ mikser, piekarnik, blacha do pieczenia, papier do pieczenia

Jak to zrobić?

Nagrzewamy piekarnik do 180°C (termoobieg - zapewni najlepsze wysuszenie bezy).

Białka ubijamy na sztywno, dodając pod koniec po jednej łyżce cukru, łyżeczkę mąki ziemniaczanej, sok z limonki, barwnik oraz posiekane świeże zioła. Masa ma być bardzo gęsta i lśniąca.

Na papierze do pieczenia rysujemy okrąg o średnicy 22 cm (lub mniejszej - beza trochę urośnie i "rozejdzie się" na boki, więc w ostatecznym rozrachunku będzie miała nawet 26-27 cm) po czym papier przenosimy na blachę.

Ubitą masę białkową przekładamy na papier i rozsmarowujemy w granicach narysowanego okręgu. Ma być bardzo wysoka.

Wygląda to mniej więcej tak:



Bezę wstawiamy do nagrzanego piekarnika i po 5 minutach pieczenia skręcamy temperaturę do 150°C. Pieczemy jeszcze 80-90 minut, po czym studzimy w uchylonym piekarniku.

Rada: jeśli beza zaczyna zbyt mocno się rumienić, należy przykryć ją z góry folią aluminiową.

Pora na krem.

Odkładamy na bok 5-8 najładniejszych truskawek, które przekrawamy wzdłuż na pół, zachowując zielone szypułki - owoce posłużą za ozdobę deseru.

Resztę truskawek odszypułkowujemy i kroimy w średniej wielkości kostkę.

Kremówkę ubijamy na sztywno mikserem, dodając na koniec serek mascarpone. Cukrzymy, jeśli taka nasza wola, dodajemy pastę waniliową oraz pokrojone truskawki i delikatnie mieszamy do połączenia.

Krem wykładamy na bezę na godzinę przed podaniem deseru. Przyozdabiamy połówkami truskawek.

Rada: bezę należy zjeść tego samego dnia, w którym się ją przygotuje - później piankowy środek puszcza wodę i wszystko przestaje wyglądać tak spektakularnie, jak na zdjęciach. Powyższe nie wpływa oczywiście na smak, więc jeśli nie zależy Wam szczególnie na wyglądzie deseru, spokojnie możecie go pałaszować przez kilka dni, a w międzyczasie przechowywać w lodówce.

Smacznego! 






niedziela, 2 lutego 2014

Snickersowe makaroniki


Nie pijam kawy - no chyba, że taką, w której więcej jest mleka niż wszystkiego innego razem wziętego. Nie przepadam też za kawowymi słodyczami i aromatem tego trunku. Mój Ukochany raczy się natomiast kawą parzoną z horrendalną ilością fusów i bynajmniej nie mieli jej samodzielnie. To wszystko przekłada się na fakt, iż do tej pory nie dorobiłam się porządnego młynka, w którym mogłabym zmielić migdały na mąkę do makaroników i zmuszona jestem do częstokroć żmudnych poszukiwań tejże mąki w okolicznych sklepach. Nie muszę chyba pisać, że znalezienie odpowiednio "czystej" - czyli zrobionej z porządnie zblanszowanych migdałów - i drobno zmielonej mąki graniczy z cudem. W kolejnych sklepach ekologicznych odsyłana byłam z kwitkiem, a że kilka razy srogo zawiodłam się na jakości migdałówki ze sklepów internetowych, postanowiłam na jakiś czas porzucić wytwarzanie moich ukochanych macarons.

Całe szczęście z bezmakaronikowego niebytu wydobył mnie asortyment sklepu eko znajdującego się zaraz koło mojego miejsca pracy - który, dziwnym trafem, poszerzył się o mąkę migdałową po kilku moich bezowocnych wizytach zakończonych smutną minką i nosem spuszczonym na kwintę. Jak widać w tym przybytku konsumenci mają dużą moc sprawczą :D

Przechodząc do kwestii samych makaroników, to oczywiście truizmem jest twierdzenie, że przy ich wypiekaniu najważniejsza jest absurdalna wręcz precyzja. Niezbędna będzie waga (najlepiej elektroniczna) i raczej nie macie co się bez niej za ich wypiek zabierać.
Trzeba także pamiętać, że jeśli chcecie do makaroników dodać jakikolwiek barwnik (najlepiej sprawdzają się te w proszku) tudzież kakao (jak w moim wypadku), to ZAWSZE MUSICIE PAMIĘTAĆ o uszczupleniu składników sypkich, a konkretnie cukru pudru, o dokładnie taką samą wagowo ilość dodanego barwnika. Krótko mówiąc: dodaliście 10 g kakaa - wsypujecie 190 g (zamiast 200 g) cukru pudru.
Niby proste, ale właśnie o tym, w ferworze pieczenia, kompletnie zapomniałam i masa makaronikowa wyszła nieco za gęsta, przez co ciasteczka nie są idealnie równe, a zakończone widocznymi na zdjęciach dzyndzołkami (ich ziarnistość wynika z niedostatecznie drobno zmielonych migdałów). Przy makaronikach 10 g robi naprawdę wielką różnicę.

I tak, owszem, blogerki kulinarne też potrafią być w kuchni roztrzepane, zamyślone i nieuważne, nawet jeśli jakiś przepis znają jak własną kieszeń, korzystały z niego milion razy i zawsze im się udawał ;-)

Podsumowując ten przydługi wstęp - oto moja wersja snickersowych makaroników od Tartlette.

Co będzie potrzebne?
(na kilkadziesiąt sztuk makaroników)
  • 3 białka jajek o gramaturze "L" - odstanych przez dobę-dwie poza lodówką i bez przykrycia (ostatecznie wyjdzie ok. 100 g)
  • mała szczypta drobnoziarnistej soli
  • 50 g drobnego cukru do wypieków
  • 110 g mąki migdałowej
  • 190 g cukru pudru
  • 10 g ciemnego kakao do wypieków
  • słoiczek masła orzechowego
  • słoiczek Nutelli
+ mikser, miska, papier do pieczenia, piekarnik, woreczek z tylką o dużym, okrągłym otworze


Jak to zrobić?

Odstane białka jajek wlewamy do dzieży robota kuchennego bądź miski, dodajemy małą szczyptę soli i ubijamy do momentu uzyskania sztywnej piany. Cały czas miksując, dosypujemy w trzech-czterech partiach drobny cukier do wypieków.

Do masy białkowej przesiewamy mąkę migdałową i cukier puder oraz kakao. Mieszamy szpatułką do momentu dokładnego połączenia się składników, ale nie za długo (wystarczy kilkanaście ruchów).

Powstałą masę przekładamy do worka cukierniczego uzbrojonego w tylkę o okrągłym, dość szerokim (u mnie ok. 1,5 cm) otworze.

Rozkładamy matę silikonową albo papier do pieczenia (bardziej polecam ten drugi) i w odstępach około 2,5-centymetrowych wyciskamy kropki makaronikowe o średnicy mniej więcej 2-3 cm (makaroniki trochę się "rozejdą" i powiększą).

Makaroniki zostawiamy na blacie do wyschnięcia przez około godzinę-półtorej (w zależności od wilgotności powietrza w pomieszczeniu). Musi zrobić się na nich delikatna skorupka, która po dotknięciu nie lepi się do palców - dzięki temu, podczas pieczenia, makaronikom wyrośnie  kołnierzyk, który jest ich znakiem rozpoznawczym.

Piekarnik nagrzewamy do 150 st. C (tryb: termoobieg).

Wkładamy makaroniki i pieczemy ok. 10-12 minut. Jeśli po tym czasie nadal będą się za bardzo uginać pod palcami i będą ciężko odchodzić od podłoża, możemy zmniejszyć temperaturę do 110-120 st. C i podpiec je jeszcze przez kilka minut.

Gotowe makaroniki wyjmujemy z piekarnika i odstawiamy do wystudzenia, a następnie łączymy w pary - jedną część smarujemy masłem orzechowym, a drugą Nutellą, po czym łączymy obie połówki i pałaszujemy.

Bon appétit!






niedziela, 20 października 2013

Czekolada na mleku z Cointreau



Pijana czekolada w lżejszej kalorycznie wersji - bez śmietanki. Idealna na chłodny wieczór, spędzany z ulubioną książką pod kocykiem :-)

Co będzie potrzebne?
(na dwie porcje po 250 ml każda)

  • 200 g czekolady deserowej (u mnie Wedel)
  • 2 szklanki mleka 3,2%
  • 1 łyżka cukru waniliowego (najlepiej domowej roboty)
  • 4 łyżki likieru Cointreau
+ garnuszek, szpatułka do mieszania, filiżanki


Jak to zrobić?

Mleko wlewamy do garnuszka, czekoladę łamiemy w kostki i wrzucamy do mleka, dosypujemy cukier.

Całość podgrzewamy na średnim ogniu do roztopienia, cały czas mieszając (BARDZO WAŻNE!!! Nie wolno dopuścić do tego, by czekolada przywarła do dna garnka).

Gdy uzyskamy jedwabistą konsystencję (gotowanie zajmie ok. 5 minut), zdejmujemy czekoladę z ognia i dolewamy likier. Mieszamy. Przelewamy do filiżanek i pijemy ze smakiem :-)

Smacznego!

PS: U góry mój pierwszy gif ;-)






sobota, 20 lipca 2013

Fenomenalny sos pomidorowy



Szał ciał i i główna atrakcja ostatnich spotkań kulinarnych :) Warto zrobić - szczególnie, że sezon pomidorowy trwa. Nam tak posmakował, że postanowiłam go zaweckować.

Co będzie potrzebne?
(na słoiczek o pojemności 750 ml)

  • 1 kg aromatycznych pomidorów (używam odmiany malinowej)
  • 2 średnie cebule (białe albo odmiana czosnkowa)
  • 2 łyżki ziół prowansalskich
  • 1 łyżeczka pieprzu kajeńskiego lub sproszkowanego chili
  • 1/3 główki czosnku (zmiażdżona)
  • 2 łyżeczki cukru
  • sól (do smaku)
  • pieprz (do smaku)
  • 2 łyżki masła
  • 2 łyżki oliwy
+ miska, średni garnek, 3 słoiki o pojemności 250 ml


Jak to zrobić?

Pomidory myjemy, z wierzchu delikatnie nacinamy skórkę ostrym nożem na krzyż, niejako "dzieląc" pomidor na czworo (nie nacinajcie zbyt głęboko, bo po sparzeniu ucieknie z pomidorów cały sok).

Pomidory umieszczamy w sporej misce, tak by nie wystawały ponad jej poziom. Gotujemy wodę i zalewamy pomidory wrzątkiem, tak by wszystkie były nim przykryte. Trzymamy minutę, wylewamy wodę i obieramy pomidory ze skórki - będzie bardzo łatwo odchodzić.

Obrane pomidory kroimy w kostkę i przerzucamy do miski. Staramy się zachować cały sok wypływający z pomidorów - jest bardzo aromatyczny i nada sosowi wyrazisty charakter.

Po oporządzeniu pomidorów zabieramy się za cebulę. Kroimy ją w drobną kostkę i smażymy w garnku na oliwie oraz maśle, na średnim ogniu, do momentu, w którym się zeszkli i zrobi miękka. Wtedy wrzucamy na patelnię obrany i zmiażdżony czosnek, cukier oraz przyprawy i mieszamy, smażąc wszystko razem przez kolejne dwie minuty.

Następnie do cebuli z przyprawami dorzucamy pomidory z całym sokiem, mieszamy, doprowadzamy do wrzenia na dużym ogniu, zmniejszamy do średniego i redukujemy do otrzymania pożądanej konsystencji.

To, ile czasu będziemy musieli redukować sos, zależy od ilości soku, który wypłynął z pomidorów. Zazwyczaj zajmuje to ok. 20 minut, ale sosu trzeba pilnować i co parę minut go mieszać, by nie przywarł do dna garnka i się nie spalił.

Gotowy i jeszcze gorący sos przekładamy do wyparzonych słoiczków, zakręcamy i pasteryzujemy albo odwracamy słoiki do góry dnem i opatulamy kocem albo ręcznikiem.

Sos jest pyszny zarówno na ciepło, jak i na zimno. Podajemy go do mięs z grilla albo stosujemy jako spód do pizzy czy dodatek do makaronu.

Smacznego!


niedziela, 21 kwietnia 2013

Gofry vol. 1


Dzisiaj krótko. Niedzielna rozpusta, czyli gofry od Michela Roux - przepis podpatrzyłam na Moich Wypiekach :-)

Co będzie potrzebne?

  • 160 g mąki pszennej
  • 15 g drobnego cukru
  • szczypta soli
  • 50 g stopionego masła
  • 2 jajka, żółtka i białka oddzielnie
  • 270 ml mleka (czyli 1 szklanka i trochę)
  • 1 łyżeczka pasty waniliowej
+ mikser, dwie miski, trzepaczka

Jak to zrobić?

Do misy miksera wsypujemy mąkę, cukier i sól oraz wlewamy stopione w rondelku i przestudzone masło oraz 2 żółtka i 1/3 mleka.

Miksujemy do dokładnego połączenia, dolewając powoli resztę mleka (na tym etapie możemy dosypać więcej mąki - ciasto musi mieć konsystencję bardzo gęstej śmietany). Odstawiamy ciasto na kilka minut.

W osobnej misce ubijamy na sztywno białka z odrobiną soli. Trzepaczką przekładamy je do ciasta i lekko mieszamy do połączenia się składników.

Rozgrzewamy gofrownicę i pieczemy gofry przez kilka minut (u mnie 3,5-4 min). Każda gofrownica jest inna, więc sami powinniście ustalić odpowiedni czas pieczenia. Gofry po wyjęciu powinny być chrupkie i złoto-brązowe.

Podajemy z ulubionymi dodatkami. U mnie na spodzie była nutella, na niej bita śmietana, łyżeczka czekowiśni i połówka truskawki.

Smacznego! :-)





wtorek, 26 marca 2013

Rukola, truskawki i feta


Bardzo, bardzo, bardzo nie lubię być chora. No ale kiedy już się zdarzy jakiś paskudny wirus albo upierdliwa bakteria, to trzeba sobie jakoś radzić. Zazwyczaj człowiek w takich chwilach nie ma w ogóle siły jeść, nie wspominając już o gotowaniu. Zostaje wtedy albo telefon do pizzerii albo coś prostego, pożywnego, lekkiego i szybkiego do zrobienia.

Ja ostatkiem sił machnęłam tę sałatkę (zdjęcia są z jeszcze przedchorobowej sesji). Kwestią kluczową jest tutaj dressing, który już wcześniej pojawił się na blogu przy okazji tego przepisu.

Co będzie potrzebne?
  • opakowanie rukoli (może być też mieszanka ulubionych sałat)
  • 300 g truskawek
  • 250 g fety z mleka krowiego albo koziego
+ miska


Dressing (inspiracja - warsztaty grillowe z Tomkiem Jakubiakiem):
  • doniczka świeżej kolendry
  • 1 papryczka chili
  • 3 ząbki czosnku
  • 4 łyżki miodu wielokwiatowego
  • 1 łyżka jasnego sosu sojowego 
  • 2 łyżki oleju sezamowego
  • 3 łyżki oleju (u mnie z pestek winogron)
  • sok z 1,5 limonki
  • sól (do smaku)
  • pieprz (do smaku)
+ blender


Jak to zrobić?

Rukolę rwiemy na pół i wkładamy do miski.

Truskawki i fetę kroimy w kostkę i wsypujemy do sałaty. Mieszamy.

Skrapiamy dressingiem dopiero na talerzu!

Dressing:

Wszystkie składniki umieszczamy w blenderze. Miksujemy do uzyskania jedwabistej konsystencji.

Życzę smacznego i wracam do lektury. Choroba ma tylko ten plus, że można w jej trakcie nadrobić zaległości literackie ;-)



niedziela, 17 lutego 2013

Tiramisu z malinami i borówką amerykańską


Jak już wspominałam na FB, zepsuł mi się piekarnik. A skoro już zostałam dotknięta tym kataklizmem, postanowiłam bardziej zagłębić się w temat ciast bez pieczenia.

Jako pierwsze zrobiłam moje ukochane tiramisu. Tym razem - w ramach zaklinania lata - zmodyfikowałam je, dodając do połowy masy maliny oraz borówki amerykańskie. Wyszło super-hiper pyszne i baaardzo owocowe :-)

Co będzie potrzebne?
(na blachę o wym. ok. 25x30 cm)
  • 2 opakowania podłużnych biszkoptów (tzw. "ladyfingers")
  • 1 szklanka bardzo mocnej kawy (zaparzyłam w kafeterce 3 czubate łyżki kawy mielonej)
  • 1 szklanka likieru migdałowego amaretto
  • 4 żółtka
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 łyżeczka pasty waniliowej 
  • 1 kg serka mascarpone
  • 500 ml śmietany kremówki 36%
  • 4 łyżki likieru amaretto
  • 250 g mrożonych malin
  • 125 g borówki amerykańskiej
  • gorzkie kakao do wypieków (do oprószenia)
+ mikser, 2 miski, miseczka, blacha o wym. ok. 25x30 cm

Jak to zrobić?

Zaparzamy kawę, dolewamy do niej amaretto, odstawiamy na bok.

Jajka sparzamy, oddzielamy żółtka od białek. Żółtka wkładamy do dużej miski, zasypujemy cukrem, dodajemy pastę waniliową i ubijamy mikserem na kogel-mogel, aż do uzyskania jasnego, puszystego kremu.

Do kogla-mogla dodajemy powoli serek mascarpone (w 4 porcjach, 250 g na jeden raz), za każdym razem dokładnie ubijając. Dodajemy 4 łyżki amaretto.

W osobnej misce ubijamy śmietanę kremówkę aż będzie sztywna. Przekładamy ją do masy mascarpone i delikatnie, na wolnych obrotach, mieszamy wszystko mikserem do dokładnego połączenia.

Powstałą masę dzielimy na pół. Jedną część odstawiamy na bok, a do drugiej dodajemy rozmrożone maliny. Trzeba bardzo uważać na ilość soku. Najlepiej maliny odsączyć i wrzucić do masy same owoce, a następnie, jeśli uznacie, że masa jest nadal bardzo gęsta, można stopniowo dodać soku, pilnując, by krem się za bardzo nie rozrzedził.

Na sam koniec do masy malinowej dodajemy borówkę amerykańską i delikatnie mieszamy.

Biszkopty maczamy dokładnie w kawie z dodatkiem amaretto i układamy obok siebie (bardzo ściśle) w blasze do pieczenia. Na pierwszą warstwę biszkoptów wykładamy krem malinowy. Na kremie malinowym znowu układamy namoczone biszkopty, a na nich kolejną warstwę kremu (białą). Oprószamy z wierzchu gorzkim kakao.

Przechowujemy w lodówce do tygodnia. 

Smacznego!!! ^^







piątek, 18 stycznia 2013

♥ Walentynkowe muffinki żurawinowe ♥


Walentynkowy szał w TK Maxx ma swoje dobre strony - znalazłam śliczny komplet papilotek i ozdób do cupcake'ów, który widzicie na zdjęciach :-)

Z racji wiecznej ciemnicy w moim mieszkaniu, wykorzystałam fakt, że w nocy zaśnieżyło balkon i zorganizowałam sobie kulinarną sesję na dworze. Trochę mnie wymroziło, ale efekt jest uroczy, więc - na  dłuższą metę - warto się było poświęcić ;-)

Jak już pisałam w zeszłym roku, Walentynek nie obchodzę. Niemniej pieczenie słodkości dla zakochanych zawsze sprawia mi niesamowitą przyjemność :D

Mam nadzieję, że muffinki Wam posmakują. Tym bardziej, że przepis na nie pojawił się już wcześniej. Tym razem czereśnie zamieniamy po prostu na świeżą żurawinę.

Co będzie potrzebne?
(na ok. 15 sztuk)
  • 2/3 szklanki drobnego cukru do wypieków
  • 1/2 szklanki brązowego cukru
  • 2 i 2/3 szklanki mąki pszennej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki sody
  • szczypta soli
  • skórka otarta z 2 cytryn
  • 60 g masła (roztopionego)
  • 1/4 szklanki oleju
  • 2 duże jajka
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1 szklanka mleka
  • 200 g świeżej żurawiny
  • 200 g cukru pudru (do lukru)
  • sok z jednej cytryny (do lukru)
+ piekarnik, sztywne papilotki lub blacha do muffinek, mikser, miska

Jak to zrobić?

Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C (tryb: termoobieg).

W międzyczasie składniki suche, tj.: oba cukry, mąkę, proszek do pieczenia, sodę i sól mieszamy razem w jednej misce.

W drugiej misce miksujemy do połączenia składniki mokre, tj.: masło, olej, roztrzepane jajka, mleko i ekstrakt z wanilii, a także skórkę otartą z dwóch cytryn.

Składniki suche dosypujemy do mokrych i mieszamy wszystko krótko mikserem na najwyższych obrotach (do czasu połączenia się składników, ok. 10 sekund). Na sam koniec wsypujemy żurawinę i mieszamy do połączenia.

Powstałe ciasto wykładamy do papilotek, do 3/4 ich wysokości. Pieczemy na środkowej półce piekarnika przez ok. 20-25 minut albo do "suchego patyczka".

Muffiny studzimy na kratce i lukrujemy, gdy są jeszcze ciepłe.

Lukier otrzymujemy, łącząc cukier puder z sokiem z cytryny. Jeśli lukier wydaje nam się za rzadki, dodajemy więcej cukru, a jeśli za gęsty - dolewamy wodę.


♥♥♥ Smacznego! ♥♥♥