poniedziałek, 7 maja 2012

Wybieramy szparagi / Gotujemy szparagi



Słowo wstępu do późniejszego przepisu :-)

WYBIERAMY SZPARAGI:

Skoro mamy w pełni sezon szparagowy, przydałoby się poświęcić nieco miejsca bardzo nurtującej, szczególnie początkujących szparagożerców, kwestii wyboru najlepszych z tych warzyw. Na samym początku jednak nieco Was zmartwię - nie ma jednej, sprawdzonej metody, dzięki której wybierzemy szparagi na pewno niewłókniste. Niemniej istnieje kilka zasad, które - jeśli się do nich zastosujemy - z dużą dozą prawdopodobieństwa wyeliminują problem łykowatości. Oto one:


  1. Szparagi staramy się kupować na targu lub w zaufanym sklepie.
    Bardzo ważny jest sposób przechowywania tych warzyw. Potrzebują one chłodu i wilgoci, nie powinny też być przechowywane zbyt długo. Co naturalne, większą pewność w tym zakresie dają małe sklepiki lub kramy, gdzie codziennie dowożony jest świeży towar w małych ilościach.

  2. Szparagi muszą być jędrne, o zamkniętych główkach, bez zdrewniałych końcówek.
    Nie ruszamy takich, które wyglądają na zwiędłe albo których końcówki są brązowe albo suche czy spękane. Świadczy to o tym, że były przechowywane nieprawidłowo (niedobór wilgoci) albo ścięte wiele dni wcześniej. O świeżości szparagów można się przekonać, pocierając o siebie dwa z nich - jeśli wydadzą przy tym zabiegu dźwięk podobny do pocierania palcem o szkło, wszystko jest w porządku. Szparagi nie mogą także zbyt łatwo się łamać - powinny raczej poddawać się lekkiemu wyginaniu.

  3. Białe szparagi nie mogą mieć zielonych przebarwień.
    Muszą mieć także optymalną średnicę (ok. 1 cm). Po obraniu zbyt cienkich nic nam nie zostanie. Zbyt grube natomiast częściej są łykowate.

  4. Zielone szparagi mogą być cieńsze.
    Jako, że szparagów zielonych praktycznie się nie obiera, ich średnica może być mniejsza niż 1 cm.


GOTUJEMY SZPARAGI:


  1. Usuwanie twardych końcówek.
    Jednym ze sposobów jest chwycenie szparaga za końce i wygięcie do momentu złamania - zazwyczaj szparag złamie się w miejscu, w którym nie ma już włókien. Drugi sposób to obcięcie końcówek na długości mniej więcej 1,5 cm.

  2. Obieranie szparagów.
    Tę zasadę stosujemy głównie do białych szparagów. Używamy w tym celu obieraczki do warzyw lub małego nożyka. Poczynając od miejsca zaraz pod główką, przesuwamy się w dół. Im bliżej końcówki, tym grubszą warstwę skórki usuwamy. Przy szparagach zielonych obieramy tylko końcówki.

  3. Garnek do gotowania szparagów.
    Szparagi należy gotować w małej ilości wody lub na parze, zawsze w pozycji pionowej, z główkami wystającymi ponad poziom wody. Najlepsze do tego celu są cylindryczne, wysokie garnki ze specjalnym wkładem-sitem. Jeśli jednak nie posiadamy takiego garnka i nie uśmiecha nam się wydawanie minimum 80 zł na podobną przyjemność, możemy posłużyć się innym sposobem - odcinamy kawałek papieru do pieczenia (dł. ok. 30 cm), stawiamy szparagi na sztorc na jego środku, zbieramy brzegi papieru do wewnątrz i robimy "koszyczek" wokół szparagów, przewiązując tę konstrukcję sznurkiem, by się nie rozpadła. Możemy też po prostu związać szparagi sznurkiem.

  4. Ilość wody.
    Do specjalnego garnka nalewamy ok. 3-4 cm wody.

  5. Dodatki do wody.
    Najpopularniejszym dodatkiem jest sól. Innymi dodatkami do wody są mleko, cukier i sok cytrynowy. Ten ostatni szczególnie mocno rekomenduje się przy gotowaniu białych szparagów - dzięki niemu zachowują one swój kolor, nie jest natomiast polecany przy gotowaniu szparagów zielonych, gdyż je odbarwia.

  6. Czas gotowania.
    Szparagi zawsze wkładamy do zagotowanej wody. Białe gotujemy pod przykryciem, na dużym ogniu, przez ok. 10-12 minut (czasem dłużej), natomiast zielone - przez ok. 4-5 minut (również pod przykryciem i na dużym ogniu). Szparagi sprawdzamy, nakłuwając je widelcem - jeśli wbija się on dość łatwo, a jednocześnie szparagi są jędrne - możemy je odcedzać.


Szparagi lubią też smażenie na maśle, duszenie na patelni i grillowanie. Czas przygotowania jest wtedy podobny do czasu gotowania na parze.

Udanego szparagowania! :-)

P.S.: Jeśli macie własne, sprawdzone metody na szparagi, koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach.





środa, 2 maja 2012

Błyskawiczna granita truskawkowa z kiwi




Drugi przepis na dziś - coś na męczące nas ostatnimi czasy upały. Całe szczęście truskawki są coraz tańsze, więc tym specjałem można się delektować bardzo często.

Dla ciekawskich - skrzyneczka, którą widzicie na zdjęciach kupiona została w I Love Nature. Ta notka w żaden sposób nie jest przez nich sponsorowana - polecam, bo po prostu kocham ten sklep i kupiłabym wszystko, co tam sprzedają. Uwielbiam patrzeć na przedmioty tworzone z pasją. I uwielbiam ludzi, którzy swoją pasją się dzielą - szczególnie, jeśli są tak zdolni i pozytywni jak Daria i Jarek :-)


A teraz zostawiam Was z orzeźwiającą granitą, wyrobami z drewna i wybywam na majówkowy wyjazd. Oby druga połowa dłuuuuugiego weekendu nie była tak brzydka, jak zapowiadają...


Co będzie potrzebne?
(na ok. 900 ml napoju)


  • 500 g truskawek (umytych, odszypułkowanych)
  • 2 sztuki kiwi (dojrzałych, słodkich, umytych i obranych ze skórki)
  • 400 g lodu w kostkach
  • 6 łyżeczek cukru trzcinowego (do smaku; może być też miód)
  • kilka listków mięty (do smaku/ozdoby)


+ blender/malakser z opcją kruszenia lodu albo kruszarka do lodu, blender do zblendowania truskawek i kiwi

Jak to zrobić?

Truskawki i kiwi wrzucamy do blendera, zasypujemy cukrem i siekamy do uzyskania płynnej masy. Przelewamy do innego pojemnika.



W misie blendera (malaksera, kruszarki) kruszymy lód na drobne kawałki. Dolewamy płyn truskawkowo-kiwi i blendujemy do połączenia. Przelewamy do szklanek.

Smacznego! :-)

P.S.1: ilość cukru/miodu jest sugerowana - trzeba ją dobrać pod własne preferencje smakowe. Tak naprawdę, im słodsze truskawki, tym mniej go potrzeba.

P.S.2: lód kupuję gotowy albo mrożę samodzielnie wodę źródlaną lub przegotowaną.












Świerszczowe ciasto (Grasshopper Pie)



Jak wspominałam w poprzedniej notce - kupiłam porządną formę do flanu. I jakaż byłaby ze mnie fanka Nigelli, gdybym od razu nie zaserwowała w niej lekko zielonego, smakującego miętą, piankowego ciasta-świerszcz? :-)

Uchachana byłam także faktem, że w końcu udało mi się znaleźć Marshmallowsy całe w kolorze bieli i nie musiałam kolejny raz kroić na pół tych dwukolorowych z różem. Czasami Kaufland pozytywnie mnie zaskakuje. Serio. Zmodyfikowałam też w tej kwestii przepis Nigelli i dodałam do nadzienia więcej pianek. Mam wrażenie, że Marshamllowsy Jojo mają mniej żelatyny niż te dostępne na Wyspach i niestety musimy używać ich więcej, by nadzienie było zadowalające ścisłe.

Wracając do samego ciasta - gościło na stole urodzinowym przyjaciół (w tym miejscu pozdrowienia dla Zwierzaka B. i Zwierzaka Ł.) i - choć obaj delikwenci nie lubią mięty (o czym, oczywiście, w szale przygotowywania ciasta zapomniałam) - całkiem je zachwalali. Nie wiem, czy to przez grzeczność, czy rzeczywiście im smakowało, ale skwaszonych min nie widziałam - zapewne więc, jak wnoszę, nie mogło być źle ;-)

Co do mnie, to w kwestii tego ciasta jestem po prostu nieobiektywna. KOCHAM KAŻDE kulinarne połączenie mięty z czekoladą. Takie już mam małe zboczenie.

W opozycji do tarty truskawkowo-czekoladowej, Grasshopper Pie jest kosmicznie niefotogeniczne - niestety. Nad czym bardzo ubolewam.

No ale do rzeczy.


Co będzie potrzebne?

Na spód o smaku czekoladowym:


  • 300 g markiz czekoladowych z czekoladowym nadzieniem (z braku laku używam jasnych Hitów z ciemnym nadzieniem)
  • 50 g gorzkiej czekolady (połamanej)
  • 50 g masła (miękkiego, w temperaturze pokojowej)


+ forma do flanu (śred. ok. 22 cm, wys. ok.7 cm), malakser (ewentualnie ciastka można włożyć do woreczka foliowego i rozkruszyć, uderzając wałkiem lub tłuczkiem do mięsa, a następnie wymieszać je z masłem i roztopioną w kąpieli wodnej czekoladą)

Na piankowe nadzienie:


  • 180 g białych pianek Marshmallows
  • 1/2 szklanki pełnego mleka 3,2%
  • 60 ml likieru miętowego (creme de menthe)
  • 60 ml likieru kakakowego białego (creme de cacao blanc - pomijam, w zamian za to dodaję więcej miętowego)
  • 375 ml śmietany kremówki 36%


+ rondelek do rozpuszczenia pianek w mleku, mikser

Jak to zrobić?

Spód o smaku czekoladowym:

Wszystkie składniki wsypać do malaksera. Rozdrobnić aż do uzyskania ziemistej konsystencji.

Formę do flanu wysmarować masłem i wyłożyć na nią ciasteczkową masę. Wcisnąć w brzegi. Wstawić do lodówki, aby się zestaliła.

Piankowe nadzienie:

Pianki Marshmallows wkładamy do rondelka i zalewamy mlekiem. Na najmniejszym palniku, na najmniejszym ogniu podgrzewamy je aż do rozpuszczenia i powstania piankowego mleczka. Nie można dopuścić do zawrzenia masy! Żelatyna utraci wtedy swe właściwości i nadzienie pozostanie płynne.

Piankowe mleczko przelewamy do innego naczynia, dolewamy likier, mieszamy, pozostawiamy do wystudzenia.

Śmietanę kremówkę ubijamy do momentu, aż zgęstnieje i będzie lekko opadała z łyżki (nie ubijamy na sztywno!!!). Do tak ubitej śmietany dodajemy wystudzone piankowe mleczko i mieszamy delikatnie łyżką aż do połączenia i powstania jednolitej masy.

Gotową masę wykładamy na schłodzony spód i wstawiamy do lodówki na całą noc (co najmniej 4-5 godzin). Możemy ozdobić startą czekoladą lub pokruszonym ciasteczkiem.

Przechowujemy w lodówce. Ciasto bardzo długo się trzyma - kiedyś jadłam je po 3 tygodniach od zrobienia i nadal było dobre ;-)

Smacznego!!!

środa, 18 kwietnia 2012

"Truskawkowy las"



Blog miał małą przerwę, ale powoli wraca do obiegu :-) Dzisiejszy przepis ściągnęłam od Doroty z Moich Wypieków. Chodził za mną od baaaardzo dawna. I muszę się przyznać, jednakowoż bez skruchy, że specjalnie dla tego ciasta sprowadziłam sobie z USA podłużną formę do tarty z wyjmowanym dnem. Bo w Polsce, jak to bywa, przydasiów jest jak na lekarstwo :-( Przy okazji zaopatrzyłam się też w formę do flanu z wyjmowanym dnem o małej średnicy, więc w końcu mogłam zrobić Nigellowe "Grasshopper Pie", tak jak natura to nakazuje. Obfotografowany przepis już wkrótce - ciasto zrobiłam na urodziny dla przyjaciół.

Wracając jeszcze na chwilę do tarty truskawkowej - przeszła próbę walki. Znaczy się smakowała współlokatorom. I jest taka śliczna! Bardzo mnie cieszyła jej fotogeniczność.

Ech, dwie formy, 140 zł mniej w kieszeni, a jaka niebywała radość... To chyba prawda, że w życiu liczą się głównie te najmniejsze przyjemności :-)



Co będzie potrzebne?
(na ok. 10 porcji)

Kruchy czekoladowy spód:

  • 160 g mąki pszennej
  • 30 g kakao (gorzkiego do wypieków)
  • 60 g cukru pudru
  • szczypta soli
  • 100 g masła (zimnego)
  • 1 jajko

+ podłużna forma do tarty, piekarnik

Czekoladowy creme patisserie:

  • 300 ml mleka
  • 3 żółtka
  • 75 g cukru
  • 20 g mąki pszennej
  • 20 g skrobi ziemniaczanej
  • 1 łyżka ekstraktu z wanilii
  • 90 g gorzkiej czekolady

+ mikser, rondelek

Do ozdobienia:
  • 30 średniej wielkości truskawek (umytych, odszypułkowanych i osuszonych)


Jak to zrobić?

Kruchy czekoladowy spód:

Wszystkie składniki wyrobić w malakserze albo za pomocą rąk :-) Ciastem wylepić uprzednio wysmarowaną masłem formę, ponakłuwać widelcem i wstawić do lodówki na ok. 30 minut, aby się schłodziło.

Rozgrzać piekarnik do 190 st. C (termoobieg). Na schłodzone ciasto wyłożyć papier do pieczenia i wysypać ceramiczne kulki albo groch/fasolę. Wstawić do piekarnika i podpiec przez 10 minut.

Po tym czasie wyjąć ciasto, pozbyć się kulek i papieru i znowu wstawić do piekarnika. Tym razem piec ok. 20 minut.

Tartę wyciągnąć. Ostudzić.


Czekoladowy creme patisserie:

W garnku zagotować mleko. Odstawić na bok.

Żółtka i cukier ubić na kogel-mogel, dodać oba rodzaje mąk i zmiksować dokładnie aż do zniknięcia grudek.

Masę koglo-moglową wlać do gorącego mleka i dokładnie mieszać, aż płyn będzie gładki. Postawić na palnik (średni ogień) i - ciągle mieszając drewnianą łyżką - doprowadzić do wrzenia. Od tego momentu gotować ok. 1 minutę aż krem zgęstnieje.

Do gorącego kremu wsypać połamaną czekoladę i mieszać aż do rozpuszczenia.

Ciepły krem wyłożyć na wystudzone ciasto, wyrównać.

Ozdobić truskawkami.

Przechowywać w lodówce. Zjeść w ciągu 3 dni.

Smacznego! :-)

P.S.: Z początku zagotowuję tylko 250 ml mleka i z tej właśnie ilości robię budyń. Jeśli masa wydaje mi się za gęsta, dolewam stopniowo resztę mleka, aż krem osiągnie pożądaną konsystencję.







Przepis dołączam do akcji: Tarty wytrawne i na słodko.